Katowicki IPN prowadzi śledztwo w sprawie zatrzymania opozycyjnych działaczy w pierwszych dniach stanu wojennego

Teresa Baranowska, działaczka „Solidarności” i KPN-u z Katowic była na liście osób, które należy internować. To ona w dniu pierwszomajowego pochodu 1981 roku na budynku Superjednostki w Katowicach powiesiła ...

Teresa Baranowska, działaczka „Solidarności” i KPN-u z Katowic była na liście osób, które należy internować. To ona w dniu pierwszomajowego pochodu 1981 roku na budynku Superjednostki w Katowicach powiesiła transparent: „Uwolnić więźniów politycznych”. Był to czyn niebywale śmiały.

Milicja zjawiła się w jej mieszkaniu zanim formalnie wprowadzono stan wojenny i wyprowadziła ją pod bronią do samochodu.

Myślałam, że jadę na Syberię – mówi prokuratorowi Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach. Oddziałowa komisja śledcza IPN-u prowadzi śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznej polegającej na bezprawnym pozbawieniu wolności poprzez internowanie związkowców z „Solidarności”, działaczy opozycyjnych, ludzi nauki i kultury.
∨ Czytaj dalej

Na Śląsku internowano reżysera Kazimierza Kutza, rektora UŚ prof. Augusta Chełkowskiego, prof. Irenę Bajerową. Chodzi jednak wyłącznie o tych pokrzywdzonych, którzy zatrzymani zostali w celu internowania w dniach od 12 do 16 grudnia 1981 roku, gdyż tylko wówczas można wykazać bezprawność tych działań.

Powszechnie wiadomo, że Rada Państwa zebrała się dopiero o godzinie pierwszej w nocy 13 grudnia 1981 roku, by podpisać dekrety o stanie wojennym, które były podstawą operacji „Jodła”, czyli akcji internowania. Tymczasem część działaczy już była zatrzymana po godzinie 22.00 dnia poprzedniego i w komendach milicji czekała na dalsze decyzje. Wiadomo również, że dekrety zawierające prawo stanu wojennego były publikowane dopiero 17 grudnia 1981 roku. Sąd Najwyższy wykazał poza wszelką wątpliwością, że decyzje, które zapadły w dniach 13-16 grudnia 1981 roku, nie miały podstawy prawnej.

– Istotą śledztwa jest ustalenie liczby osób, które spośród wszystkich internowanych zostały zatrzymane od 12 do 16 grudnia 1981 roku, bo to te decyzje nie miały podstawy prawnej – mówi prokurator Piotr Piątek z katowickiego IPN-u.

Śledztwo wszczęto po tym, jak do IPN-u wpłynęło kilkanaście zawiadomień od osób pokrzywdzonych. Był wśród nich Grzegorz Stawski, organizator strajku w kopalni „Manifest Lipcowy” (dziś „Zofiówka”) w Jastrzębiu Zdroju. Najpierw przetrzymywano go w Jastrzębiu Szerokiej, KW MO w Katowicach, potem wywieziony został do Uherc w Bieszczadach. Wyszedł w czerwcu 1982 roku za poręczeniem biskupa katowickiego Herberta Bednorza.

– Agresja Służby Bezpieczeństwa wyraźnie wzrastała w stosunku do internowanych po pacyfikacji kopalni „Wujek”, czy przedłużających się strajkach w kopalniach „Piast” i „Ziemowit”. Słyszałem o pobiciach osób zatrzymanych – mówi G. Stawski.

Janowi Tymińskiemu, górnikowi z Siemianowic Śląskich esbek groził bronią w czasie przesłuchania w KW MO w Katowicach: „Będziesz gadał, bo jak nie, to cię wyprowadzę i powiem, że uciekłeś. I cię kropnę” – usłyszał.

Tymiński był internowany trzy razy. Po raz drugi za zorganizowanie uroczystości w hołdzie poległym górnikom kopalni „Wujek”. Wykazał, że uroczystości były religijne i dlatego uniknął więzienia, trafił do Uherc. Powodem trzeciego zatrzymania była jego postawa: „Nie zmienił poglądów i w sprzyjających warunkach mógłby zorganizować wystąpienia antypaństwowe” – uzasadniano internowanie.
Zdarzało się, że zatrzymanych działaczy „Solidarności” na postrach wywożono do lasu. Byli przekonani, że prowadzeni są na rozwałkę.

– To są naruszenia uprawnień funkcjonariuszy i te sprawy objęte zostaną odrębnym śledztwem. Ofiary często znają swoich prześladowców – mówi prokurator Piątek.

Władze państwowe zwalczały wszelkie przejawy oporu i niezależności, krzywdziły ludzi nieraz w sposób okrutny. Jednak internowań po 16 grudnia 1981 roku nie można podważyć. Sąd Najwyższy stwierdził, że stosowanie przepisów dekretu o stanie wojennym, w tym artykułu 42 o internowaniu, było prawne od 17 grudnia 1981 roku.

Obecnie śledztwa są trzy, obejmują dawne województwa: katowickie, bielskie i częstochowskie. Decyzje o internowaniu należały do komendanta wojewódzkiego MO i na nich przede wszystkim spada odpowiedzialność, ale w praktyce dokumenty podpisywali także zastępcy. Trudnością śledztwa jest ustalenie, kto faktycznie został zatrzymany w tych pierwszych dniach, gdyż często pokrzywdzonym w ogóle nie wręczano decyzji o zatrzymaniu. W niektórych dokumentach daty są przerabiane, bądź nie zgadzają się z danymi zawartymi w archiwach IPN-u. Każdej z tych osób zakładano tzw. teczkę internowania.

Odpowiedzialność nie spada już na osoby, które faktycznie zatrzymywały działaczy opozycji, chyba że doszło do naruszenia prawa przy tym zatrzymaniu, np. do pobicia, ale wtedy byłaby to inna zbrodnia.

– Ustalamy, czy przy samych czynnościach zatrzymania, doprowadzenia, a potem w czasie przesłuchań nie naruszono prawa. Jeśli tak, to te materiały będą wyłączane do odrębnego postępowania – zapowiada prokurator Piątek.

Zaplanowano przesłuchanie wszystkich pokrzywdzonych do końca 2006 roku. Jeżeli będzie to możliwe, osobom odpowiedzialnym postawione będą zarzuty. Zbrodnie te przedawniają się w 2010 roku.

– Ośrodki internowania istniały do 23 grudnia 1982 roku. Likwidowano je gdyż z końcem roku przygotowywano zawieszenie stanu wojennego – mówi dr Jarosław Neja, historyk katowickiego IPN-u. Śledztwo i badania historyczne w tej sprawie toczą się równolegle. – Kiedy likwidowano ośrodki odosobnienia, wypuszczono na wolność ostatnie 12 osób z naszego regionu uważane za najbardziej niebezpieczne, m.in. Jana Ludwiczaka z kopalni „Wujek”, Tadeusza Jedynaka, sygnatariusza porozumień jastrzębskich, Leszka Waliszewskiego, przewodniczącego Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego.
Wielu działaczy zostało internowanych dwa a nawet trzy razy. Często z ośrodków odosobnienia szli do więzień, bo przygotowano im sprawy karne.

W 1982 roku katowicka SB otrzymała 311 wniosków osób zwolnionych z internowania o wyjazd za granicę. Inni zmagali się z rzeczywistością na miejscu. Na tym samym budynku katowickiej Superjednostki jakiś czas później Teresa Baranowska wywiesiła kolejny transparent: „Więźniowie polityczni dowodem słabości systemu”. Ks. abp Damian Zimoń był wówczas proboszczem kościoła mariackiego w Katowicach i szedł z pielgrzymką do Piekar Śląskich. W pewnym momencie zauważył, że wierni modlą się i śpiewają coraz ciszej i ciszej. Odwrócił się w ich kierunku i ziobaczył, że wszyscy obserwują transparent na Superjednostce.

– Człowiek był młody, miał więcej odwagi i nie godził się na wszystko – mówi dziś Teresa Baranowska.



Internowani

Na podstawie dekretu o stanie wojennym internowano w całym kraju ponad 9.700 osób. Przygotowania do tych spektakularnych zatrzymań rozpoczęły się jeszcze w 1980 roku, najstarsza z zachowanych list osób przewidzianych do internowania pochodzi z 28 października 1980 roku. Na potrzeby stanu wojennego utworzono 52 ośrodki odosobnienia. Dla woj. katowickiego przygotowano trzy ośrodki internowania w wydzielonych strefach zakładów karnych: Strzelce Opolskie, Zabrze Zaborze i Jastrzębie Szeroka. Później uruchomiono Kokotek w ośrodku wypoczynkowym, taki na pokaz dla międzynarodowych organizacji humanitarnych, które interesowały się losem internowanych.

  • województwo śląskie, liczba internowanych osób: katowickie 1911, bielskie 235, częstochowskie 196




    IPN szuka pokrzywdzonych

    Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Katowicach prosi o kontakt osoby, które zatrzymane zostały w celu internowania w dniach od 12 do 16 grudnia 1981 roku zarówno w dawnym województwie katowickim, jak i bielskim oraz częstochowskim. Należy przekazać swoje dane najlepiej w formie pisemnej. Adres: ul. Kilińskiego 9, 40-061 Katowice tel. (0-32) 609 98 41.


    Wypowiedzi uczestników wydarzeń

    Teresa Baranowska dyrektorka III LO im. Mickiewicza w Katowicach

    Przyszli po mnie jeszcze przed północą 12 grudnia 1981 roku. Pistolet przyłożyli do brzucha i mówią: „Ubieraj się, bo stąd nie wyjdziesz”. Dziś się uśmiecham, gdy o tym mówię, ale wtedy nie było mi do śmiechu. Kolega do mnie zadzwonił, gdy miałam nieproszonych gości, i krzyczy do słuchawki: „Teresa, uciekaj! Szturmują budynek przy ul. Stalmacha w Katowicach”. Usłyszał w odpowiedzi: „Tak, wiem” i odkładaną słuchawkę. Nie mógł zrozumieć, dlaczego, mimo ostrzeżenia, nie uciekałam z domu i dałam się złapać. Nie wiedział, że telefon odebrała funkcjonariuszka Służby Bezpieczeństwa, która przyszła mnie internować. Ja już nie mogłam rozmawiać. Takie przeżycia pozostają w człowieku.


    Grzegorz Stawski z Żor, sygnatariusz porozumień jastrzębskich

    Internowanie, czy inne represje tamtego państwa wkalkulowałem w swoją działalność. Nie mam więc zamiaru teraz dochodzić żadnych roszczeń. Dobrze się jednak stało, że IPN wszczął śledztwo, bo musimy rozliczyć się z przeszłością i ją upublicznić. Nie oczekuję po tym postępowaniu karnym niczego więcej, poza wyświetleniem prawdy. Gdyby jednak udało się pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy zawinili, sprawiedliwości stałoby się zadość. Następne pokolenia muszą znać prawdę o tamtych czasach, muszą znać swoje korzenie. Jesteśmy winni to tym młodym ludziom.
  • Sonda

    Jaki jest największy grzech PKP?

    Zobacz koniecznie

    przewiń w lewo przewiń w prawo

    Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

    Zamknij