Wybierz region

Wybierz miasto

    Madzia Buczek - ikona Radia Maryja, pogodna dziewczyna

    Autor: Monika Krężel

    2006-04-14, Aktualizacja: 2006-04-14 08:15 źródło: Dziennik Zachodni

    Ci, którzy znają Madzię Buczek, mówią, że jest pogodna i wciąż uśmiechnięta. - Niesie swój krzyż, cierpienie ofiarowuje Ponboczkowi - mówi ks. Roman Gerard Kapica, proboszcz parafii Niepokalanego Serca NMP w Łaziskach ...

    Ci, którzy znają Madzię Buczek, mówią, że jest pogodna i wciąż uśmiechnięta. - Niesie swój krzyż, cierpienie ofiarowuje Ponboczkowi - mówi ks. Roman Gerard Kapica, proboszcz parafii Niepokalanego Serca NMP w Łaziskach Dolnych.


    Do Magdy przylgnęło określenie: ikona Radia Maryja. Przez lata w Łaziskach było spokojnie, niektóre dzieci należały do Podwórkowych Kółek Różańcowych Dzieci (PKRD), gdy nagle zrobił się medialny szum. O ciężko chorej, pokrzywdzonej przez los dziewczynie usłyszała cała Polska za sprawą Kazimiery Szczuki. W programie Kuby Wojewódzkiego feministka przedrzeźniała modlącą się Madzię.

    - Potem przeprosiła Madzię telefonicznie - mówi ksiądz Kapica. - To nieprawda, że Szczuka przyjechała specjalnie do Łazisk, choć tak niektórzy mówią. Zresztą całe Łaziska były oburzone. Przecież małpowanie i przedrzeźnianie nawet zdrowych osób jest niesmaczne.

    Przed sprawą ze Szczuką nikt nie wiedział, skąd pochodzi Magda. Jedynie dzieci należące do PKRD albo te, które słuchają Radia Maryja, wiedziały, że Madzia mieszka na Śląsku. Dziewięć lat temu założyła PKRD. Dzisiaj występuje w Radiu Maryja i Telewizji Trwam, ma swoją stronę w Internecie. Zaś do PKRD należy 117 tys. członków w 28 krajach.

    Szkoła i kółka różańcowe

    6 marca Magda skończyła 18 lat. Uczy się w drugiej klasie II LO w Mikołowie. Wcześniej chodziła do Gimnazjum nr 3 w Łaziskach Średnich i Szkoły Podstawowej nr 5 w Łaziskach Dolnych.

    W szkołach trudno kogoś namówić na wypowiedź o Magdzie. Nauczyciele ani katechetka nie chcą rozmawiać.

    Katechetka w Gimnazjum nr 3, która wcześniej uczyła Magdę w podstawówce, mówi tylko: - Jeżeli ani Magda, ani jej mama nie wypowiadają się, ja również nie będę tego robić - tłumaczy. - Proszę uszanować moją wolę, a przede wszystkim wolę matki i córki - kończy.

    Ewa Wieczorek, dyrektor Gimnazjum nr 3 w Łaziskach Górnych: - Bardzo miło ją wspominamy, bo fantastycznie się z nią pracowało. To świetna osoba, nie tylko uczennica. Zresztą wszyscy od niej dużo się nauczyliśmy.

    Ewa Wesołowska, dyrektor II LO w Mikołowie: - Nie pokazuje po sobie cierpienia. Uśmiecha się, jest otwarta, dobrze się z nią rozmawia, lubi się też uczyć - wylicza pani dyrektor. - Jest ciepła i serdeczna.

    Nauczyciele z liceum, do którego zapisana jest Magda, nie chcą rozmawiać z dziennikarzami. Tłumaczą, że do tej pory było spokojnie i nagle niepotrzebnie zrobiło się głośno. Część uczniów ze Szkoły Podstawowej nr 5 należy do PKRD.

    - Niektóre dzieci odwiedzają Madzię i wspólnie się modlą. Wszystko dzieje się jednak poza szkołą - tłumaczy Danuta Gilner, dyrektor placówki.

    - My praktycznie nic teraz o niej nie wiemy - mówi jedna z nauczycielek w SP nr 5. - Uczyła się, garnęła do wiedzy i chciała robić to, co inni uczniowie. Pamiętam, że posługiwała się lewą ręką i tą ręką chciała się uczyć szydełkować tak jak inne dzieci.

    Życie z Bożą pomocą

    Magda ma niespełna 100 cm wzrostu, waży kilkanaście kilogramów, choruje na wrodzoną łamliwość kości. Organizm Magdy nie przyjmuje pewnych związków mineralnych, w tym wapnia. Dziewczyna przeszła kilkadziesiąt złamań. Według tego, co opublikował "Nasz Dziennik" Madzia pisząc, musi opierać głowę na brodzie, gdyż trudno ją jej utrzymać. Na noc mama zakłada jej opatrunki na brodę, ponieważ robią się rany.

    Ma charakterystyczny głos, który także jest skutkiem choroby.- Tylko mama wie, jak ją podnieść, żeby nie zrobić jej krzywdy. Zaliczyła szpitale, sanatoria, jeździła na Zachód po pomoc. Lekarze w Wiedniu i w Stanach rozkładali ręce. To dziecko żyje z pomocą Bożą - uważa ks. Kapica. - O rehabilitacji w jej stanie nie ma mowy. Teraz jest na wózku, ale przez długie lata tylko leżała na łóżku. Nauczyciele zawsze przychodzili do niej na lekcje - dodaje.

    Pelagia Buczek, mama Magdy, nie chce rozmawiać z dziennikarzami. - Mamy takie postanowienie. Przez te lata doznałyśmy różnych nieprzyjemności ze strony dziennikarzy - mówi pani Pelagia.

    Dobry przykład


    Magda mieszka w potężnym, wielopokoleniowym domu przy ul. Mikołowskiej w Łaziskach Dolnych. Niedaleko stąd ma dom również Mirosław Duży, burmistrz Łazisk Górnych.

    - Kiedyś Łaziska Dolne zasłynęły z kłótni o drogę. To był ostry konflikt, włącznie z blokadą przejścia dla pieszych. Powstał pomysł wybudowania równoległej drogi, ale rolnicy musieli sprzedać część swoich gruntów. I wtedy mama Magdy dała przykład. Oddała kawałek pola - wspomina burmistrz.

    Burmistrz Duży poznał Magdę kilka lat temu przy okazji spotkania stowarzyszenia "Białe Misie" z biskupem diecezji gliwickiej Gerardem Bernackim. Stowarzyszenie skupia niepełnosprawne dzieci, zostało założone przez dr Halinę Zapotoczny.

    - Mam córkę, która też jeździ na wózku. Wiem, co to jest cierpienie, gonienie za specjalistami, szukanie pomocy w szpitalach i u bioenergoterapeutów - mówi burmistrz. - Czy cierpienie uszlachetnia? Nie sądzę. Bo jak wytłumaczyć ciężko choremu dziecku, dlaczego cierpi? - pyta.

    Członkiem stowarzyszenia jest 25-letni Marcin Pudełko z Łazisk Średnich. Skończył zawodówkę, liceum, teraz studiuje teologię na Uniwersytecie Śląskim. Od urodzenia choruje na porażenie mózgowe, nigdy nie chodził. Ma za sobą dziewięć operacji biodra i kolana, pobyty w szpitalu. Chce skończyć studia i pracować z niepełnosprawnymi dziećmi. Świetnie obsługuje komputer, tata wozi go na wykłady. - Pewnie, że człowiek zadaje sobie pytanie, dlaczego nas to spotkało. Ale ile razy można się dręczyć i zastanawiać? Ja w pewnym momencie powiedziałem, że koniec, nie ma się co użalać i trzeba inwestować w głowę Marcina - tłumaczy Roman Pudełko, tata Marcina. - Niektórzy mnie pytają, ile ja wytrzymam, czy będę miał siły. I tak wtedy mówię, że skoro Ten z góry namówił Marcina na swoją szkołę, to mnie musi dać zdrowie - śmieje się.

    Sens cierpienia


    Kilka dni temu Wydział Teologiczny Uniwersytetu Śląskiego zorganizował sesję poświęconą cierpieniu. - Kiedyś rozmawiałem z panią psycholog, która powiedziała, że nawet najbardziej zniekształcone dziecko jest dla matki najpiękniejsze - mówił ks. prof. UO dr hab. Piotr Morciniec z Uniwersytetu Opolskiego, diecezjalny duszpasterz służby zdrowia.

    Według księdza profesora cierpienie nie jest przydatne w sensie ekonomicznym, w świecie, gdzie wszystko mierzy się miarą bogactwa i posiadania. - Ale Jan Paweł II nauczał, że człowiek cierpiący może być największym skarbem i największym bogactwem - tłumaczył ks. Morciniec. - Żyjemy w systemie wyścigu szczurów, zewsząd otaczają nas rankingi. Jan Paweł II mówił: "Ja fizycznie w rankingu jestem na ostatnim miejscu", ale jednocześnie był człowiekiem bardzo wartościowym dla świata - dodał.

    Dr Zbigniew Bohdan, pediatra, onkolog dziecięcy, pomaga w gdańskim hospicjum. Pewnego dnia spotkał Bogusię, dziewczynkę chorą na łamliwość kości, która miała za sobą około 200 złamań. - Napisała wiersz: "Leżę, choć nie chcę, leżę, bo muszę. Mam szansę od Boga kochać ludzi. Jestem gotowa" - zacytował dr Bohdan.

    Ksiądz prof. Morciniec mówi, że odkrycie sensu cierpienia przybliża do Boga.

    - Gdy człowiek odkrywa sens cierpienia, wie, po co cierpi, dla kogo cierpi, równocześnie zdaje sobie sprawę, że cierpienie powoduje, że on jest potrzebny - podsumował.

    Sonda

    Czy nasi chłopcy w Korei strzelą jakiegoś gola?

    • Strzelą, ale sami sobie (32%)
    • Nie strzelą żadnego gola (32%)
    • Mogą powalczyć o awans (21%)
    • Niejednego, jeszcze wyjdą z grupy (15%)