Wybierz region

Wybierz miasto

    Miody i Chrzany 2005

    Autor: Stanisław Bubin

    2006-02-17, Aktualizacja: 2006-02-16 18:52 źródło: Dziennik Zachodni

    Dzisiaj wieczorem w Teatrze Śląskim w Katowicach z okazji 61. urodzin już po raz trzynasty Dziennik Zachodni rozda prestiżowe Miody i Chrzany za wybitne i trochę mniej wybitne osiągnięcia różnych ludzi w 2005 roku.

    Dzisiaj wieczorem w Teatrze Śląskim w Katowicach z okazji 61. urodzin już po raz trzynasty Dziennik Zachodni rozda prestiżowe Miody i Chrzany za wybitne i trochę mniej wybitne osiągnięcia różnych ludzi w 2005 roku. W jutrzejszym wydaniu naszej gazety pokażemy portret zbiorowy uczestników gali, a w poniedziałkowym pełną relację z uroczystości wręczenia nagród.


    MIODY

    Doc. Paweł Buszman, prezes Zarządu Polsko-Amerykańskich Klinik Serca w Ustroniu, Bielsku-Białej i Dąbrowie Górniczej


    Za wybitne osiągnięcia w medycynie oraz współtworzenie i kierowanie Polsko-Amerykańskimi Klinikami Serca w Ustroniu i Bielsku-Białej

    W 2005 roku dzięki wysiłkom doc. Pawła Buszmana, Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca otworzyły trzeci oddział w Dąbrowie Górniczej, umożliwiając kolejnym mieszkańcom naszego regionu dostęp do nowoczesnej kardiologii inwazyjnej. Dzięki wdrożeniu przez Kliniki i pogotowie ratunkowe nowatorskiego programu wczesnej fibrynolizy, w Bielsku-Białej osiągnięto w 2005 roku najniższy w Polsce procent zgonów z powodu zawału serca i niestabilnej choroby wieńcowej. Także w ubiegłym roku w Polsko-Amerykańskich Klinikach Serca wykonano pierwszy w Europie zabieg aterektomii tętnic kończyn dolnych za pomocą urządzenia Silver Hawk. Dr hab. n. med. Paweł Buszman jest również ordynatorem oddziału ostrych zespołów wieńcowych w Górnośląskim Centrum Kardiologii w Katowicach Ochojcu i pracownikiem naukowym ŚAM. Jako pierwszy w Polsce w 1997 roku wszczepił stent do tętnicy szyjnej pacjentki. Stenty to sprężynki w kształcie obrączki albo rurki, które wprowadza się w miejsca zwężenia tętnicy i rozpręża pod ciśnieniem. Tworzą one wewnątrznaczyniowe rusztowanie, utrzymujące tętnicę w stanie rozszerzenia. Stenty wieńcowe po raz pierwszy w Polsce włożył pacjentowi w klinice ŚAM w Zabrzu w 1989 roku Holender Heinz Bonnier. Drugim lekarzem, który tego dokonał, był Paweł Buszman.

    Ksiądz Piotr Sadkiewicz, proboszcz parafii św. Michała Archanioła w Leśnej na Żywiecczyźnie

    Za zorganizowanie we wsi honorowego krwiodawstwa i zapisywanie ludzi do banku dawców szpiku kostnego

    Ksiądz ma sprawdzony sposób dotarcia do wiernych. Wychodzi na ambonę i wygłasza taką formułkę: „Słuchajcie, jest taka a taka sprawa do załatwienia... Co wy na to? ”. Tak w Leśnej i okolicznych wioskach zaczęło się honorowe krwiodawstwo, zapisywanie ludzi do banku dawców szpiku kostnego (ksiądz sam ofiarował szpik swojej chorej siostrze), a ostatnio masowe wypełnianie zgody na pośmiertne oddawanie narządów. Ksiądz Sadkiewicz, Proboszcz Roku 2005 w plebiscycie Katolickiej Agencji Informacyjnej i Redakcji Programów Katolickich TVP SA oraz jeden z laureatów plebiscytu DZ na Proboszcza Roku, nauczył swoje owieczki miłosierdzia i życia zgodnie z przykazaniami bożymi. Duszpasterz z Leśnej kieruje się w swoim działaniu następującym celem: nie ma wątpliwości, że mieszkańcy innych rejonów Polski, którzy dostali krew od któregoś z miejscowych dawców, są po części również jego parafianami. Ksiądz Sadkiewicz po prostu kocha ludzi, a ludzie odwzajemniają tę miłość.


    Dorota Bławicka, Lucyna Kusz, Mariusz Kopeć, Centrum Ratownictwa Gliwice

    Za uratowanie życia człowiekowi choremu na serce


    Ci ludzie udowodnili Telekomunikacji Polskiej, że nie procedury są najważniejsze, ale życie ludzkie. Do zdarzenia doszło w lipcu 2005 roku. Mieszkaniec Pniowa zasłabł, wzywając pogotowie ratunkowe. Nie zdążył podać adresu. Dyspozytorki Dorota Bławicka i Lucyna Kusz miały jego numer telefonu, jednak pracownica informacji TP SA odmówiła im podania adresu. Kobiety nie zaczekały na połączenie z ważnym kierownikiem z TP SA, ale podjęły walkę z czasem i zaczęły szukać pacjenta na własną rękę. Sekundował im Mariusz Kopeć, rzecznik CRG. Udało im się ustalić telefon sąsiadów chorego i zdobyć jego adres. Kiedy na miejsce przybyło pogotowie z Pyskowic, mężczyzna leżał nieprzytomny ze słuchawką w ręku. Trafił do szpitala i dziś czuje się dobrze. To Mariusz Kopeć poinformował o tym bulwersującym zdarzeniu DZ. Za nami sprawę podjęły inne media, sprawa stała się głośna w całej Polsce. Dzięki jego zaangażowaniu i nieustępliwości zmieniły się w całym kraju procedury informowania służb ratowniczych o telefonach abonentów prywatnych TP SA.


    Tomasz Adamek, bokser z Gilowic koło Żywca, mistrz świata w kategorii półciężkiej w wersji WBC


    Za zdobycie tytułu mistrza świata i założenie w rodzinnej wiosce klubu bokserskiego dla młodzieży


    Długo czekał na wielki sportowy sukces, ma już przecież 28 lat. Ale cierpliwość została nagrodzona. Kiedy swoją szansę otrzymał, wykorzystał ją w całej pełni. W ubiegłym roku w Stanach Zjednoczonych po morderczej walce pokonał Australijczyka Paula Briggsa, choć od 6 rundy walczył ze złamanym nosem. Kilka miesięcy później w Niemczech znokautował reprezentanta gospodarzy Thomasa Ullricha, który w 6. rundzie padł na deski i poddał się. Niedawno Tomasz Adamek dostał się pod skrzydła charyzmatycznego promotora bokserskiego, Dona Kinga. To gwarancja, że jeszcze niejednokrotnie będziemy przeżywać duże emocje. Choć wdarł się na szczyty, nie zapomniał, jak zaczynał. Dlatego w rodzinnych Gilowicach stworzył klub bokserski Cios, którego jest sponsorem i prezesem, a jeśli czas pozwala, również trenerem.



    Paweł Korzeniowski, pływak Unii Oświęcim

    Za zdobycie tytuł najlepszego pływaka na świecie i w Europie


    Dla przedstawicielek płci pięknej mężczyzna z najskrytszych marzeń. Wysoki, świetnie zbudowany, przystojny, męski. A na dodatek, dzięki kapitalnym osiągnięciom w pływaniu, coraz sławniejszy. Jest wielką nadzieją polskiego pływania w perspektywie igrzysk olimpijskich w Pekinie w 2008 roku. Już w 2004 roku w Atenach otarł się o olimpijskie podium, ale trzeba było kilku miesięcy, by swoje umiejętności jeszcze bardziej rozwinął. To przyniosło mu tytuły najlepszego na świecie i w Europie. Ma kapitalny fan-club. Stworzyli go rodzice Pawła. Jedną z czołowych postaci tego klubu jest jego ciocia, a jednocześnie pani prezes klubu koszykarskiego w Tychach.



    Marek Szołtysek, nauczyciel historii, pisarz z Rybnika, autor wielu poczytnych książek o Śląsku

    Za ogromną miłość do Śląska i pielęgnowanie gwary

    Nikt tak jak on nie potrafi opowiadać o naszym regionie. Miłość do Śląska i pielęgnowanie gwary to dla niego sprawy najważniejsze. Wszystko, co śląskie, jest dla niego święte i warte zapamiętania. We wstępie do książki „Żywot Ślązoka poczciwego” powiedział: Zaprawdę poczciwy i kolorowy jest żywot Ślązoka. Choć czasami w przeszłości Ślązoki uważane były przez Niemców za „rasę znikczemniałą”, przez Polaków za „półniemieckie dziwolągi”, a jeszcze przez innych za woły co dużo robią, a mało żerą, choć również same Ślązoki nie raz wstydziły się swej gwary, chowały się w kąt i ustępowały innym miejsca na najwyższym podium... to jednak pozostały sobą dzięki zdrowemu podejściu do życia, skromności, pracowitości, pobożności, poczuciu humoru i przywiązaniu do swej ziemi i kultury. A czyż to nie są cechy mędrców i filozofów? Marek Szołtysek potrafi odważnie i zaciekle bronić swojej twórczości, co udowodnił w przypadku napisanej gwarą „Biblii Ślązoka”. Rada Języka Polskiego zarzuciła tej publikacji niezgodność z treścią Biblii, poufałość, niepotrzebne, gwarowe zdrabnianie imion. Nie spodobało się mędrcom słowo Ponboczek i określenie Maryi frelką. Co na to autor? Pisząc „Biblię Ślązoka” miałem przed oczami swoją babcię Agnieszkę, która niegdyś oprowadzała mnie po parafialnym kościele, omawiając figury świętych i stacje drogi krzyżowej. Nigdzie w „Biblii Ślązoka” nie jest napisane, że to tłumaczenie. Jest to opowiadanie różnych historii biblijnych w gatunku literackim, który nazwałem „Śląsko babcia godo”. Dodajmy, że „Biblia Ślązoka” sprzedała się już w nakładzie 100 tys. egzemplarzy. I nadal ciężko ją dostać.




    CHRZANY


    Krzysztof Szyga, były wiceprezydent Siemianowic Śląskich, były dyrektor Radia Piekary, wciąż aktualny działacz społeczny i polityczny

    Za to, że jest jak kameleon: zmienia barwy w zależności od koniunktury i widoków na osobiste profity


    Jako kandydat na posła najpierw zapomniał napisać, że toczy się przeciw niemu postępowanie karne, potem zapomniał powiedzieć, że sąd wydał na niego wyrok, a wreszcie nie pamiętał, że wyrok się uprawomocnił. Gdy Dziennik Zachodni zaprezentował na swoich łamach „Szygi portret własny” i wyświetlił prawdę, bohater publikacji straszył nas sądem. Własne ugrupowanie po naszych tekstach rozstało się z nim pospiesznie, więc przeszedł do przeciwnego obozu jako szlachetny rycerz brzydzący się kłamstwem, obrońca prawa, oczywiście pojmowanego po swojemu. Wyleciał z partii, która go wystawiła na wybory, na trzy dni przed głosowaniem. Było już, niestety, za późno na usunięcie go z listy wyborczej, więc lider tej partii apelował do wyborców, by nie głosowali na niego. Właśnie dlatego, że zataił wyrok ciążący na nim za zniesławienie. Gdy partia, która się na niego nabrała, zabroniła mu prowadzenia kampanii z funduszu wyborczego, nie posłuchał. Wtedy usunięto go z szeregów i zgłoszono sprawę do prokuratury. Ale on jest nieprzemakalny i przetransferował się do nowej partii, która strzeliła sobie gola do własnej bramki.


    Telekomunikacja Polska SA

    Chrzan zbiorowy dla negatywnego bohatera naszych publikacji, który najczęściej pojawiał się na łamach DZ

    Nagrodę chcemy go wręczyć dyrektorowi Dywizji Obsługi i Sprzedaży Regionu Obsługi Klienta Indywidualnego TP SA w Katowicach. Kolegium redakcyjne w przyznaniu tej „nagrody” było jednomyślne. TP SA to instytucja, która w pogoni za zyskiem i chęcią pomnażania rzeszy abonentów nie cofnęła się nawet przed wtargnięciem do królestwa św. Piotra. Zaniedbując żywych i kierując ich do Błękitnej Linii, która w niczym nie pomaga, nie chce jednak rozstać się z tymi, którzy już pożegnali się w tym światem. Pisze do umarłych przymilne listy, prosi, aby się rozmyślili i oddzwonili do Telekomunikacji. Ci, co odeszli, mają powstać z prochów do końca kolejnego miesiąca, bo w ostatnim dniu trzeba przecież zapłacić rachunek. TP SA energicznie odpowiada na krytyczne materiały, cóż z tego, skoro się nie zmienia. To moloch, dla którego problemy zwykłego użytkownika telefonu niewiele znaczą. Dlatego trwa tam bezustanne odsyłanie petentów od urzędnika do urzędnika. I dlatego Błękitna Linia stała się najbardziej wykpiwaną i najmniej użyteczną usługą w Polsce.


    Andrzej Nowak, komendant Straży Miejskiej w Gliwicach

    Chrzan po raz drugi za zastraszanie podwładnych i udział w tajemniczym zniknięciu kostki brukowej


    Laureat Chrzanu 2003 za sprawowanie w podległej mu jednostce władzy absolutnej i tłumienie krytyki. Na Chrzan 2005 po raz drugi zasłużył sobie przez wprowadzenie w Straży Miejskiej „prawa Nowaka”, polegającego na zastraszaniu podwładnych. Na domiar złego jest jedynym w kraju komendantem, który ma na koncie wyrok za pobicie. W czerwcu zasłynął udziałem w tajemniczym zniknięciu kostki brukowej. Odnalazła się ona później na jego prywatnej działce. Komendant nie poniósł jednak żadnych konsekwencji. Jego przełożony, prezydent miasta, utrzymywał, że Nowak to świetny fachowiec. Komendant rządzi więc nadal niepodzielnie i jest przekonany o własnej nieomylności. Wyrzucił z pracy dwoje niepokornych strażników, którzy mu się sprzeciwiali i ośmielili kontaktować z mediami. Oficjalnym powodem były zbyt płytkie pompki i niezaliczenie brzuszków w wykonywanym przez nich teście sprawnościowym. Oboje zostali przez sąd przywróceni na poprzednie stanowiska. Wtedy strażniczce zamiast patrolowania ulic komendant zaproponował funkcję sprzątaczki.


    Krzysztof Głowacz, były naczelnik Wydziału Świadczeń Rodzinnych Urzędu Miejskiego w Bytomiu

    Za pobicie światowego rekordu opieszałości w podpisywaniu urzędowych dokumentów


    Poznała go cała Polska. Zasłynął tym, że nie miał czasu podpisać w porę decyzji o przyznaniu zasiłków rodzinnych. Kilka tysięcy bytomian nie otrzymało przez to w terminie należnych im pieniędzy. Gdy 20 października zeszłego roku prezydent Bytomia z powodu bałaganu organizacyjnego w wydziale zwolnił go ze stanowiska, swojej następczyni naczelnik zostawił do rozpatrzenia 6.700 zaległych wniosków o różne zasiłki, w tym prawie 1.900 o zaliczki alimentacyjne. Były one składane w wydziale od sierpnia i czekały! Co od sierpnia do końca października robił naczelnik? Pracował! W sierpniu podpisał tylko 17 decyzji o przyznaniu świadczeń rodzinnych, ale już we wrześniu aż 46! Pozostawił po sobie trudny do pobicia światowy rekord opieszałości w podpisywaniu urzędowych dokumentów: 8 decyzji w sprawie zaliczek alimentacyjnych w ciągu 4 miesięcy! Pan naczelnik bał się ludzi, którzy pytali, gdzie są ich pieniądze. Z reporterami DZ rozmawiał wtedy, gdy kazał mu prezydent. I była tylko jedna rzecz, którą zrobił błyskawicznie: w ciągu 2 godzin opublikował w internecie 16 negatywnych opinii o naszej dziennikarce, która opisała jego pracę.




    Magdalena Przypkowska-Wierzbicka — Brylant Reklamy
    Magdalena Przypkowska-Wierzbicka związana jest z Dziennikiem Zachodnim od 1992 roku. Od początku współpracy stale należy do grona najlepszych doradców do spraw reklamy. Magda jest znana, lubiana i ceniona zarówno przez klientów, koleżanki i kolegów, jak i przełożonych. Zawsze można na nią liczyć, nie odmawia wsparcia i rady nawet w najbardziej gorących momentach, jakich przy wydawaniu DZ nie brakuje. Doskonale zorganizowana, wspaniale łączy obowiązki domowe, których jako mama i żona ma wiele, z życiem zawodowym. Magda otrzymuje nagrodę już po raz drugi. Dziękujemy jej za zaangażowanie, oddanie, nieustawanie w wysiłkach i wytrwałe dążenie do celu. Magdalena Przypkowska-Wierzbicka otrzymuje w nagrodę voucher na ekskluzywny wyjazd zagraniczny.


    Witold Pustułka — Dziennikarz Roku 2005
    Jeśli ktoś myśli, że w naszym regionie karty rozdają władze z demokratycznego wyboru, to się grubo myli. Przyjacielem marszałków, wojewodów, prezydentów, biskupów i liderów wszystkich partii jest Witold Pustułka — czołowy śląski publicysta polityczny. Szara eminencja, która namaszcza, nadaje zaszczyty lub zwala ze stołków. Tyle żartem, a serio? Wituś, jak o nim mówimy, w Dzienniku Zachodnim pracuje na etacie od grudnia 1990 roku. Początkowo był reporterem, zajmującym się przede wszystkim sprawami policyjnymi i prokuratorskimi. Z czasem jednak od tego odszedł i zajął się tematyką społeczną, a następnie tym, co lubi najbardziej — polityką. Po raz pierwszy Dziennikarzem Roku w Dzienniku Zachodnim został 10 lat temu, w 1996 roku. Teraz po raz drugi sięgnął po ten zaszczytny tytuł. W 2000 roku otrzymał nagrodę Marszałka Sejmiku Województwa Śląskiego za popularyzowanie tematyki samorządowej. W 2002 roku otrzymał wyróżnienie Sejmu RP dla dziennikarzy relacjonujących życie parlamentu. Jego hobby to sport, zwłaszcza tenis i jazda na motorze.




    Złote Kolumny

    Plejada Sosnowiec

    Plejada w Sosnowcu to jedno z największych centrów handlowych w regionie. Plejada zrealizowała wspólnie z Dziennikiem Zachodnim wiele ciekawych projektów. Cenimy ją za nietuzinkowość procesu tworzenia wizerunku firmy. Życzymy sosnowieckiej Plejadzie kolejnych sukcesów, wielu klientów i dalszej udanej współpracy z nami.

    On Clinic
    On Clinic to sieć nowoczesnych placówek medycznych. Pierwsze oddziały On Clinic powstały w 1989 roku. Obecnie jest ich już 80 na całym świecie. W Polsce znajdują się 4 oddziały, w tym jeden na Śląsku, w Chorzowie. Od początku działalności w naszym regionie firma związana jest z Dziennikiem Zachodnim. To jeden z najbardziej stabilnych i największych naszych partnerów w branży zdrowotnej.

    Media Partner
    Agencja Reklamowa z naszego regionu, współpracująca z Dziennikiem Zachodnim już od 8 lat. Plasuje się na czołowych miejscach na liście pośredników reklamowych współpracujących z gazetą. Aktywnie uczestniczy we wszystkich przedsięwzięciach reklamowych Dziennika Zachodniego. Profesjonalizm, rzetelność, zaangażowanie to cechy, które powodują, że współpraca z Media Partnerem to czysta przyjemność.

    Katowickie Przedsiębiorstwo Meblowe Agata SA

    Firma z ponad 50-letnią tradycją rynkową. Doskonale zarządzana i dynamicznie rozwijająca się. W roku ubiegłym otworzyła czwartą placówkę w regionie. Współpracuje z Dziennikiem Zachodnim od wielu lat. W tym czasie towarzyszyliśmy jej na drodze rozwoju i sukcesów. Agata SA angażuje się w życie społeczne regionu, między innymi organizując wspólnie z Dziennikiem Zachodnim akcje pomocy dzieciom z najuboższych rodzin.

    Centrum Nauki i Biznesu ŻAK
    To największa w Polsce sieć szkół policealnych, posiadająca placówki w 41 miastach na terenie całego kraju. Centrum powstało w 1998 roku w Łodzi. Obecnie kształci młodych ludzi na 55 różnych kierunkach.
    ŻAK jest jednym z największych partnerów biznesowych Dziennika Zachodniego spoza Śląska, mocno osadzonym na lokalnym rynku edukacyjnym. Bardzo cenimy sobie tak dobrą i stałą współpracę.

    Górnośląska Wyższa Szkoła Handlowa

    Górnośląska Wyższa Szkoła Handlowa im. Wojciecha Korfantego została utworzona w 1994 roku w Katowicach. Od lat zajmuje wysokie miejsca w rankingach szkół niepaństwowych w Polsce i w regionie. Z Dziennikiem Zachodnim współpracuje od początku swego istnienia i jest jednym z największych naszych partnerów z branży edukacyjnej. Uczelnia otwarta na współpracę, chętnie uczestnicząca w naszych specjalnych przedsięwzięciach.

    Abra SA
    To jedna z największych ogólnopolskich sieci sklepów meblowych w Polsce. Ma 42 placówki, w tym 11 na Śląsku. Wyróżnienie otrzymuje za wytrwałość w informowaniu Czytelników Dziennika Zachodniego o nowościach meblarskich i konsekwencję w realizacji wybranej formy promocji. Współpraca z Abrą to również przykład profesjonalizmu w kontaktach z działem sprzedaży reklam Dziennika Zachodniego.

    Sonda

    Czy nasi chłopcy w Korei strzelą jakiegoś gola?

    • Strzelą, ale sami sobie (32%)
    • Nie strzelą żadnego gola (32%)
    • Mogą powalczyć o awans (21%)
    • Niejednego, jeszcze wyjdą z grupy (15%)