Mirek Breguła z zespołu Universe nie żyje

W poezji pokazywał siebie i własne przeżycia. Twórczość Mirka Breguły była przesycona nostalgią - pisze Teresa Semik. W zaduszkową noc Mirek Breguła z zespołu Universe odebrał sobie życie, zostawiając pożegnalny ...

W poezji pokazywał siebie i własne przeżycia. Twórczość Mirka Breguły była przesycona nostalgią - pisze Teresa Semik.

W zaduszkową noc Mirek Breguła z zespołu Universe odebrał sobie życie, zostawiając pożegnalny list. Kto Go znał, wie, w jak strasznej musiał być rozpaczy, by nagle porzucić to, co było sensem jego trwania - miłość, muzyka, marzenia. Żył zaledwie 43 lata.

Najwięcej szczęścia przyniosła mu piosenka "Mr. Lennon" o eksbeatlesie i jego przedwczesnej śmierci. "Skąd więc brać wiarę w lepsze dni/ Kto wie/ Czy warto dalej żyć?" Johnny, czy mam tu zostać sam, nie!" - śpiewał przez 26 lat tym samym przejmującym głosem, a jego twórczość była oazą spokoju i nostalgii.

- Nic nie zapowiadało takiego nieszczęścia! Mieliśmy tyle planów - mówi rozżalony Henryk Czich, który od 1981 roku tworzył z nim niepowtarzalny duet.
∨ Czytaj dalej

- Byliśmy znów na prostej, zespół odzyskał brzmienie i wydawało się, że zaczniemy zdobywać góry, a tu taki dramat. Jeszcze kilka dni temu namawiałem Go, by wziął udział w mszy dla chorych, za uzdrowienie.

Mirek miał kłopoty z kolanem i ból był dokuczliwy. Tydzień temu wyznaczono mu termin operacji, ale nie dotarł na czas jakiś specjalista i zabieg przesunięto na inny termin. - Gdyby wszystko działo się zgodnie z planem, pewnie teraz przechodziłby rekonwalescencję w szpitalu i żył. Gdyby... - spekulują jego przyjaciele. Ostatnio śpiewał z trudem z powodu dolegliwości gardła, ale czy Mirek mógł się przestraszyć choroby? Henryk Brumer, animator życia muzycznego na Śląsku, nie chce w to wierzyć. - Jeszcze w tym roku planowaliśmy dwa koncerty zespołu w Rudzie Śląskiej. Mówiliśmy o specjalnym wieczorze z kolędami.


Gdy po raz pierwszy z Heńkiem Czichem przyjechali na opolski festiwal, musieli pokazywać dowody osobiste, udowadniając, że faktycznie są muzykami, a nie małolatami, które chcą wkręcić się na lewo do amfiteatru. Był rok 1983. Poznali się dwa lata wcześniej w katowickim Studiu Piosenki w nieistniejącym już klubie przy ul. Pocztowej. Zadebiutowali w chorzowskim klubie "Kuźnik" w 1982 roku. Chwilę przed wejściem na scenę uświadomili sobie, że nawet nie ustalili nazwy zespołu. Mirek podpowiedział: Universe w nawiązaniu do piosenki "Across the Universe" Beatlesów, których zawsze uwielbiał. "Mr. Lennon" to także efekt tej fascynacji. Nastrojowa piosenka utorowała im drogę do kariery. Muzykami zachwyciła się wówczas Katarzyna Gaertner i nie szczędziła publicznego uznania. Zespół szybko zdobywał uznanie szerokiej publiczności, wylansował "Blues na wpół do piątej rano", "Tacy byliśmy", zdobył nagrodę w systemie audiotele dla piosenki premierowej "Daj mi wreszcie święty spokój" (Opole 1992 rok). Z Beatą Kozidrak Mirek nagrał piękną piosenkę "Tyle chciałem ci dać".

- Od razu wiedzieliśmy, że to będzie wielki przebój. Mirek był bardzo twórczy, przyjemnie było z nim pracować - wspomina gwiazda zespołu Bajm. - Nie radził sobie tylko z problemami dnia codziennego.


Mirek był człowiekiem ogromnie wrażliwym i czułym. Nie potrafił przejść obojętnie koło żebraka, cierpiał na widok biednych i nieszczęśliwych dzieci, ale jednocześnie przerastały go chwile, kiedy powinien zachować się jak mężczyzna i być ojcem, mężem, menedżerem. Nie znalazł przewodnika. Uciekał przed kłopotami i rozterkami, a drogi tej ucieczki miały rozmaity charakter. Upadki przeżywał zawsze mocno. Potem piął się w górę, nagrywał kolejną płytę, by za jakiś czas znów stracić równowagę.

Był człowiekiem niezwykle wrażliwym. Teksty, które pisał, są bardzo osobiste, refleksyjne, mocno dotykają sfery duchowej. W poezji pokazywał siebie i własne przeżycia. "Chciałem siebie odnaleźć/ lecz nie ma mnie" - napisał w utworze "Tyle chciałem ci dać".

- Muszę jeszcze raz je uważnie przeczytać, na pewno zostawił nam jakieś wskazówki - mówi Heniek Czich.

Przemijanie, odchodzenie, śmierć często przewijają się w jego piosenkach. Dominuje nostalgia i refleksja. Choć łatwo wpadają w ucho, są bardziej do zadumy niż do podrygiwania. Jeden z internautów napisał, dzięki tej poezji zrozumiał, iż "czarne nie zawsze jest czarne, a białe nie zawsze lśni".

Na scenie Mirek był wyciszony i sentymentalny, na co dzień wydawał się być pogodny i radosny.

- Zapamiętałem go właśnie jako bardzo wesołego człowieka. Jak coś go rozbawiło, śmiał się na całe gardło - mówi Aleksander Trzaska z Klubu Masztalscy. - Przez blisko dziesięć lat razem pokonywaliśmy wspólne trasy koncertowe i w czasie drogi układali skojarzynki. Najbardziej mnie ubawiły te dotyczące konia: "końkordat, flakoń, końtrabas". Mirek miał głowę pełną pomysłów.

Kiedy zbliżały się lata transformacji i na rynku muzycznym było coraz trudniej, Mirek rzucił granie, bo przestało przynosić radość i pieniądze. Zaczął przerzucać paczki na poczcie, najmował się do różnych prac fizycznych, by zarobić na rodzinę. Czuł się do czegoś zobowiązany. Na kilka lat obydwaj muzycy zwolnili tempo, by oddać czas zabrany rodzinie. Henryk Czich doczekał się dwóch córek, Mirek Breguła - dwóch synów. Starszego Tomka uczył muzyki, zapraszał na scenę.

W przeddzień dwudziestej rocznicy śmierci eksbeatlesa w 2000 roku ukazała się dziesiąta płyta zespołu zatytułowana "Mr Lennon" z premierowymi piosenkami. Jego utwory zawsze utrzymane były w nurcie muzyki środka - pop, nastrojowe ballady i blues. Mirek dbał o swoje rozpoznawalne brzmienie nawiązujące do lat sześćdziesiątych.

Zespół zawsze kojarzono ze Śląskiem.

- Mirek opowiadał świetne kawały w gwarze. Ślązakiem był z krwi i kości - wspomina Janek "Kyks" Skrzek. - Najbardziej podobał mi się jego metaliczny głos - ostry i czysty. Szkoda chłopa.

Czuł się chorzowianinem i mieszkał w tym mieście. W 2001 roku, w swoje dwudziestolecie, duet Universe otrzymał nagrodę prezydenta Chorzowa.

- Niewiele jest na świecie zespołów takich jak nasz, które występują nieprzerwanie 20 lat, a żaden z muzyków nie nagrał solowej płyty - mówił Breguła w 2002 roku. - Wspólnie z Heńkiem ustaliliśmy, że taką płytę solową ja nagram.


Zatytułował ją przewrotnie: "Kto ci jeszcze wierzy" i zamieścił takie piosenki, jak: "Syn wyklęty", "Gdzie jest mój Bóg". Płyta nie przyniosła mu sukcesu rynkowego.

Zawsze podobał się kobietom. Strzelał zaczepnie oczami i uśmiechał się do nich szelmowsko. Po sukcesie piosenki nagranej z Beatą Kozidrak pragnął nagrać duety z innymi polskimi wokalistkami. Żadna firma fonograficzna nie przystała na tę propozycję. Zrażały go niepowodzenia. Czuł, że pozostaje coraz dalej na prowincji.

- Warszawa zawsze hołubiła tych, którzy o nią sami zabiegają, bywają w towarzystwie, są na miejscu - mówi Leszek Winder, gitarzysta rockowy z Chorzowa. - Mirek na pewno był rozżalony, że tak trudno mu się teraz do tej stolicy dobić. Szkoda człowieka, szkoda artysty.

Co dalej z zespołem Universe? Henryk Czich nie chce prorokować.

- W czerwcu w Częstochowie zagraliśmy bez Mirka, bo był w szpitalu. Na scenie stała tylko jego gitara akustyczna - wspomina Czich. - Fani byli rozżaleni i pytali: A gdzie jest Breguła?

Mirek był zaprzyjaźniony z naszą gazetą, chętnie dzielił się swoimi osiągnięciami. W czasie jednej z ostatnich rozmów powiedział:

- Cieszę się z każdej próby, z każdego koncertu. Choć po raz tysięczny śpiewam z publicznością "W taką ciszę", śpiewanie nadal sprawia mi radość.



"W taką ciszę wszystkie gwiazdy na niebie wyliczę,

Ciebie wołam, ale cisza i pustka dookoła".

Sonda

Jaki jest największy grzech PKP?

Zobacz koniecznie

przewiń w lewo przewiń w prawo

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij