Wybierz region

Wybierz miasto

    Monika Pyrek między Gdynią, a Szczecinem

    Autor: Adam Suska

    2003-03-29, Aktualizacja: 2004-12-17 23:32

    W sobotę Monika Pyrek zdecyduje, czy pozostanie w barwach KL Gdynia. O pozyskanie najlepszej polskiej tyczkarki zabiega MKL Szczecin. Po zdobyciu brązowego medalu w Halowych Mistrzostwach Świata w Birmingham, Monika ...

    W sobotę Monika Pyrek zdecyduje, czy pozostanie w barwach KL Gdynia. O pozyskanie najlepszej polskiej tyczkarki zabiega MKL Szczecin. Po zdobyciu brązowego medalu w Halowych Mistrzostwach Świata w Birmingham, Monika otrzymała atrakcyjną ofertę ze swojego macierzystego klubu z Gdyni.


    Jej sportowa kariera rozpoczęła się w 1994 roku. Wstąpienie do Bałtyku zaproponowała Bogusława Klimaszewska, która zauważyła ją na zawodach dla szkół podstawowych. Pod jej okiem rozpoczęła
    regularne treningi
    Na początku był wielobój. Po kilku miesiącach zaczęła skakać wzwyż. Z wynikiem 164 cm zdobyła wicemistrzostwo okręgu juniorów. Wkrótce Bałtyk postawiony został w stan likwidacji i wszyscy lekkoatleci z tego klubu przeszli w struktury nowo powstałego KL Gdynia.
    Skok o tyczce zaczęła uprawiać w połowie 1995 roku, pod wpływem trenera Edwarda Szymczaka, który wrócił z kontraktu w Emiratach Arabskich. Ich ścisła współpraca rozpoczęła się na początku 1996 roku, gdy pokonała 3 m i trwała przez sześć lat. Dziś oboje mają siebie serdecznie dość. Słowa konflikt, dla określenia relacji między nimi, unikają jednak jak ognia.

    - Trenerowi Szymczakowi wiele zawdzięczam. Wszystkie medale i osiągnięcia do mistrzostw świata w Edmonton włącznie zdobyłam pod jego kierunkiem. Po tej imprezie nasze kontakty uległy ochłodzeniu i wkrótce zanikły całkowicie. Moim bezpośrednim trenerem został Wiaczesław Kaliniczenko. Tak jest do dziś i nie chcę tego zmieniać - twierdzi Monika, która za główną przyczynę rozstania się z trenerem Szymczakiem podaje niezgodność charakterów.
    W okresie tej współpracy kilkakrotnie zmieniała kluby. Powód był zawsze ten sam. Biednego KL Gdynia nie było stać na finansowanie obozów przygotowawczych, startów zawodach i zakup sprzętu dla najlepszej polskiej tyczkarki. W 1997 roku została wypożyczona do AZS AWF Gdańsk. W latach 1998-99 reprezentowała barwy Warszawianki. Rok 2000 rozpoczęła w Lechii Gdańsk, z której pod koniec ubiegłego roku wróciła do KL Gdynia
    - Wszystkie te wypożyczenia załatwiał trener Szymczak. W AZS AWF, nie licząc nagrody na zakończenie sezonu, nie otrzymywałam żadnych pieniędzy. W Warszawiance miałam stypendium. W Lechii bywało z nim różnie. Większość środków zawsze przeznaczaliśmy na obozy przygotowawcze i sprzęt - wyjaśnia Monika, która pod koniec 2001 roku swoją karierę oddała w ręce trenera Kaliniczenki. Ten pojawił się na Wybrzeżu wiosną 2000. Trener Szymczak przyjął go na praktykę do kierowanego przez siebie Ośrodka Skoku o Tyczce. Ukrainiec początkowo zajmował się głównie pracą z młodzieżą. Zimą Szymczak zlecił mu prowadzenie części przygotowań motorycznych Moniki (głównie siły i wytrzymałości) do sezonu 2001.

    Od tego momentu Pyrek zaczęła wymykać się spod kontroli Szymczaka. Do przesilenia doszło w Ottawie, gdzie część narodowej reprezentacji Polski przygotowywała się do mistrzostw świata w Edmonton. Podczas wykonywania wielobojowych rzutów, Monika poślizgnęła się na mokrym progu i upadła - Wstawaj, nie udawaj - rzucił w jej kierunku trener Szymczak. Nie wstała. Bolał ją naciągnięty mięsień. Z pomocą pośpieszył, związany z nią wówczas uczuciowo 400-metrowiec, Jacek Bocian. Na rękach zaniósł ją do hotelu. Kilkanaście dni później została trzecią tyczkarką świata.

    W połowie ub. roku Wiaczesław Kaliniczenko otrzymał propozycję samodzielnej pracy w MKL Szczecin.
    - Nie wiem, co mam zrobić. Jestem gdynianką i zawsze chciałam reprezentować barwy gdyńskiego klubu. Gdybym propozycję z KL Gdynia otrzymała kilka miesięcy wcześniej, nie wahałabym się ani chwili. Chcę jednak dalej współpracować ze Sławkiem, a to wymaga mojej obecności w Szczecinie - mówiła przed podjęciem ostatecznej decyzji Monika.
    - Uważam go za przyjaciela i więcej nic nas nie łączy - dodała.


    Więcej na temat: 

    Sonda

    Czy nasi chłopcy w Korei strzelą jakiegoś gola?

    • Strzelą, ale sami sobie (32%)
    • Nie strzelą żadnego gola (32%)
    • Mogą powalczyć o awans (21%)
    • Niejednego, jeszcze wyjdą z grupy (15%)