Na miejsce w sanatorium czeka się tak długo, że badania tracą ważność

Czas oczekiwania na miejsce w sanatorium wydłuża się nawet do 20 miesięcy, a to oznacza problemy. Tymczasem skierowanie na leczenie uzdrowiskowe - wraz z wynikami badań - jest ważne tylko 12 miesięcy, począwszy od dnia ...

Czas oczekiwania na miejsce w sanatorium wydłuża się nawet do 20 miesięcy, a to oznacza problemy. Tymczasem skierowanie na leczenie uzdrowiskowe - wraz z wynikami badań - jest ważne tylko 12 miesięcy, począwszy od dnia jego wystawienia. Należy więc liczyć się z tym, że nie tylko skierowanie trzeba będzie zweryfikować, ale chory może być zmuszony do poddania się kolejnym, uciążliwym badaniom.

Obiecany "osobodzień"

Doświadczył tego 69-letni Jan Maszczyk z Chorzowa. Wniosek o przyznanie miejsca w sanatorium złożył w Śląskim Oddziale Wojewódzkim Narodowego Funduszu Zdrowia w kwietniu 2006 roku. Wkrótce otrzymał uprzejmą odpowiedź, że został zarejestrowany, a lekarz specjalista zakwalifikował go na "uzdrowiskowe leczenie sanatoryjne dorosłych - osobodzień w opiece całodobowej". Potem były już
∨ Czytaj dalej

mniej optymistyczne wiadomości o tym, że możliwości NFZ są ograniczone, a przewidywany czas oczekiwania na realizację skierowania wynosi około 12 miesięcy.

Jan Maszczyk trafił na listę oczekujących z obietnicą, że o terminie i miejscu leczenia zostanie powiadomiony odrębnym pismem, ale nie później niż 14 dni przed początkiem turnusu. Postanowił być cierpliwy, nie protestował.

Do weryfikacji!

Jestem po zawale i angioplastyce, także po chemii, całkowicie niezdolny do pracy - wylicza. - W swoim życiu byłem tylko trzy razy w sanatorium, ostatni raz w 1990 roku.

Gdy minęło dwanaście miesięcy, zamiast oczekiwanego terminu wyjazdu, z NFZ w Katowicach nadeszło lakoniczne powiadomienie, że skierowanie musi być poddane ponownej weryfikacji.

Do ilu razy sztuka?

Zgodnie bowiem z rozporządzeniem ministra zdrowia z 15 grudnia 2004 roku w sprawie leczenia uzdrowiskowego, skierowanie i dołączone do niego wyniki badań tracą ważność po roku kalendarzowym. W związku z tym lekarz pierwszego kontaktu musi raz jeszcze ocenić, czy skierowanie na leczenie jest konieczne i czy pan Maszczyk kwalifikuje się do rekonwalescencji sanatoryjnej. Nikt nie wie, ile razy taka procedura może się powtórzyć.

- Byłem tak wzburzony, że nie mogłem dojść do siebie przez dwa dni - żali się Czytelnik. - Ktoś chyba po to wymyślił czas ważności badań i skierowania, żeby urzędnicy przestrzegali terminów, załatwiali sprawy na bieżąco i po kolei.

Paradoksalnie, w Polsce jest ponad 300 uzdrowisk i sanatoriów i nie wszędzie miejsca są w pełni wykorzystane. Problem w tym, że na leczenie uzdrowiskowe nie ma pieniędzy.

- NFZ ma ograniczone możliwości finansowe i nawet gdy pojawią się dodatkowe fundusze, to kierowane są one przede wszystkim na świadczenia ratujące życie. Leczenie sanatoryjne do ratujących życie nie należy - wyjaśnia Jacek Kopocz, rzecznik śląskiego NFZ.

Tysiące chętnych

Problem też w tym, że po zmianie przepisów sprzed dwóch lat, nie ma już ograniczenia czasowego, w którym należy składać skierowanie do sanatorium. Dokumenty można przynieść czy przysłać nawet zaraz po powrocie z poprzedniego turnusu. Niejednokrotnie ubezpieczony nawet nie zdąży wyjechać, a już składa następny wniosek. Tym sposobem kolejka oczekujących szybko się wydłuża i nabiera rozmiarów absurdalnych. W śląskim NFZ nagle zarejestrowano ponad 10 tys. wniosków więcej. Powstał zator, który trudno rozładować.

Należy jednak pamiętać, że z każdej formy leczenia sanatoryjnego można skorzystać tylko raz w roku. Nie ma się też co łudzić, że osoby, które starają się o wyjazd po raz pierwszy, traktowane są poza kolejnością. Czekają w kolejce tak, jak wszyscy pozostali.

- Lista osób oczekujących powinna być prowadzona w sposób zapewniający poszanowanie zasady sprawiedliwości - dodaje Jan Maszczyk. I pyta załamany, dlaczego znów musi przechodzić uciążliwe dla niego i kosztowne dla kasy NFZ badania?

Coraz częściej słychać głosy, że jedynym rozwiązaniem tej sytuacji jest... kolejna zmiana zasad przyznawania skierowań do sanatoriów.





Ile nieważnych skierowań

W ubiegłym roku śląski NFZ odesłał do weryfikacji około 8.000 skierowań. W pierwszym kwartale bieżącego roku skierowań tych było prawie 6.500.

Oddział NFZ potwierdza skierowanie, jeżeli:

x lekarz specjalista aprobował celowość skierowania

x są miejsca w odpowiednich zakładach lecznictwa uzdrowiskowego, z którymi podpisane są umowy.






Takie są przepisy

JACEK KOPOCZ, Śląski Oddział Wojewódzki NFZ


Jeżeli skierowanie traci ważność, odsyłamy je do lekarza prowadzącego pacjenta, który ubiega się o wyjazd do sanatorium. To przede wszystkim lekarz musi jeszcze raz przeanalizować konieczność wysłania pacjenta na leczenie. Musi też zbadać, czy po roku nie występują jakieś przeciwwskazania. Stan chorego może się polepszyć, ale także pogorszyć. Oczywiście, aby tej weryfikacji dokonać w sposób odpowiedzialny, wymagane są dodatkowe badania i z tym należy się pogodzić. Opieramy się w swych decyzjach wyłącznie na przepisach obowiązującego prawa. Ważne jest to, że weryfikacja skierowania nie wiąże się ze zmianą kolejki na liście oczekujących.




Promile NFZ

MARCIN RYMGAJŁO, Ośrodek Wczasowo-Leczniczy "Węgiel Brunatny" w Kołobrzegu


Dysponujemy 420 miejscami, ale Narodowy Fundusz Zdrowia wykupuje w sezonie 16 miejsc, a poza sezonem - 55. O pozostałych kuracjuszy musimy zatroszczyć się sami.


Leczenie czy spotkanie?

JOLANTA KOCJAN, rzeczniczka Narodowego Funduszu Zdrowia


Stopniowo odchodzić będziemy od leczenia sanatoryjnego na rzecz szpitali uzdrowiskowych położonych wyłącznie w gminach uzdrowiskowych, gdzie kontynuowane będzie wcześniej rozpoczęte leczenie. Z taką ofertą wystąpimy już w przyszłym roku. Obserwujemy bowiem, że część kuracjuszy traktuje pobyt w sanatorium jak spotkanie towarzyskie i z określoną częstotliwością umawia się w tym samym turnusie. Jak dotąd usługi ambulatoryjne, które wykupujemy w sanatoriach dla naszych pacjentów, wykorzystane są w stu procentach, ale miejsca w szpitalach uzdrowiskowych już tylko

w 90 proc. Pozostałe osoby, mimo skierowania z NFZ, nie podejmują dalszego leczenia i miejsce przepada. Najgorzej wypadają szpitale uzdrowiskowe dla dzieci. Prawie 30 proc. ważnych skierowań nie jest realizowanych, głównie z powodu mało atrakcyjnej oferty.

Kiedy niektórzy rodzice dowiadują się, że dziecko otrzymało skierowanie - na przykład do Rabki - rezygnują.

Sonda

Jaki jest największy grzech PKP?

Zobacz koniecznie

przewiń w lewo przewiń w prawo

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij