Wybierz region

Wybierz miasto

    Powstanie Warszawskie - pamiętaj!

    Autor: Violetta Gradek

    2007-08-01, Aktualizacja: 2007-08-01 13:25 źródło: Dziennik Zachodni

    Dziś mijają 63 lata od wybuchu Powstania Warszawskiego. Bohaterstwo stolicy i jej tragiczny los stał się dziedzictwem wszystkich Polaków, a jej bohaterowie - wzorem patriotyzmu i poświęcenia.

    Dziś mijają 63 lata od wybuchu Powstania Warszawskiego. Bohaterstwo stolicy i jej tragiczny los stał się dziedzictwem wszystkich Polaków, a jej bohaterowie - wzorem patriotyzmu i poświęcenia. Wielu z nich po upadku Powstania znalazło schronienie w naszym regionie. Do Częstochowy - ostatniej stolicy Polskiego Państwa Podziemnego - trafili powstańcy, ocalała ludność cywilna, naukowcy, pisarze i artyści - ponad 20 tysięcy ludzi. Częstochowianie dzielili się z nimi wszystkim, co mieli. Nie było domu i rodziny, która nie przyjęłaby uchodźców - jak wspominał ówczesny burmistrz miasta pod Jasną Górą.


    Warszawska Częstochowa


    Mieszkańcy Częstochowy spontanicznie i z wielką życzliwością przyjmowali warszawiaków wysiedlanych ze stolicy. Dali im opiekę i przyjaźń, ratowanym z transportów otworzyli swoje domy, dzielili się z nimi żywnością, ubraniami i lekami. Zanim warszawiacy wrócili odbudowywać stolicę, sami musieli gdzieś wyleczyć rany i stanąć na nogi. Na Jasnej Górze odnaleźli też duchowe wsparcie. Wspólnie ze swymi gospodarzami tworzyli wyższe uczelnie, szpitale, organizowali życie kulturalne.

    Wśród uchodźców byli warszawscy profesorowie, artyści, pisarze, ocaleni z Holocaustu Żydzi i żołnierze Armii Krajowej. To tutaj przez kilka miesięcy znajdowała się ostatnia siedziba Komendy Głównej AK. Stąd generał Leopold Okulicki "Niedźwiadek" wydał ostatni rozkaz, o jej rozwiązaniu.

    Przyjechała Warszawa

    - Częstochowa była położona w dobrym miejscu, w centrum Generalnej Guberni, między Krakowem, Radomiem a Warszawą, stolicami dystryktów. Miała dobre połączenie kolejowe - mówi Sławomir Maćlikowski, historyk z częstochowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. - Warszawskie transporty ludności cywilnej i powstańców wywożonych do Rzeszy szły właśnie przez Częstochowę. Ludzie uciekali, gdy pociągi stały na bocznicy. Najpierw pomagali kolejarze. Przynosili wodę, coś do jedzenia. Potem w miasto poszła wiadomość: "Przyjechała Warszawa".

    - Całym sercem byliśmy przy walczących i cierpiących warszawiakach - wspominał po latach Stanisław Rybicki, ówczesny burmistrz Częstochowy. - Wyrazem tych nastrojów był pamiętny dzień wrześniowy, w którym rozeszła się wiadomość, że przez Częstochowę będzie przejeżdżać pociąg wiozący wysiedlonych warszawiaków. Odruch serca przerodził się w manifestację, jakiej Częstochowa nie widziała od początku wojny. Zbocza wału kolejowego przy ul. Wilsona obległy tysiące kobiet, każda z żywnością czy innym naprędce przygotowanym podarkiem. (...) Chyba nie było domu w Częstochowie, którego przedstawicielki zabrakłoby wśród oczekujących.

    Zabierali warszawiaków do swoich domów. Niektóre grupy nawet wprost szły na Jasną Górę, prosić o pomoc paulinów. A mnisi tej pomocy udzielali - mówi historyk z IPN-u, Sławomir Maćlikowski. - Udało się tu dotrzeć grupie 100 dzieci, którą opiekował się franciszkanin ks. Franciszek Kudławiec, nazywany druhem z Niepokalanowa. Miał za zadanie je tu doprowadzić. Były na Jasnej Górze, ale szczególnej pomocy udzieliło im miasto Częstochowa. Trafiły do miejskiego ośrodka wczasowego w Kłobukowicach koło Mstowa. Przebywało tam około 500 dzieci.

    Podziemny uniwersytet

    Do Częstochowy ściągnęli warszawscy profesorowie z Uniwersytetu Warszawskiego, Szkoły Głównej Handlowej i Politechniki Warszawskiej. Prowadzili potem badania w archiwum jasnogórskim. A pod kierownictwem prof. Romana Pollaka i prof. Tadeusza Woyno powstał największy w Polsce podziemny uniwersytet, w którym uczyło się 700 studentów. Wykładali w nim profesorowie: Osman Achmatowicz, Edward Lipiński, Jerzy Loth, Zygmunt Kamiński, Bohdan Nawroczyński, Zygmunt Szweykowski, Janusz Woliński, Władysław Tomkiewicz. Namówił ich do tego burmistrz Częstochowy Stanisław Rybicki.

    - Moja decyzja była krótka - pisał we wspomnieniach burmistrz Rybicki. - Możemy przyrzec skromne zakwaterowanie, ochronić przed Niemcami, zapewniając im jakiekolwiek zatrudnienie i skromną pomoc żywnościową Polskiego Komitetu Opiekuńczego. W zamian postawiliśmy jeden warunek. Przyjeżdżający do Częstochowy zobowiążą się przystąpić do zorganizowania wyższych studiów dla młodzieży częstochowskiej.

    W Częstochowie schronienie znalazło po powstaniu wielu pisarzy i twórców, m.in.: Lesław Bartelski, Tadeusz Różewicz, Marek Hłasko, Teresa Weyssenhoff, Zofia Kossak-Szczucka. Byli też warszawscy muzycy: Jarzębski, Niemczyk, Nadgryzowski, Garztecka. Organizowali wieczory muzyczne dla częstochowian. Rzeźbiarka Zofia Trzcińska-Kamińska, autorka pomnika kardynała Augusta Hlonda, zostawiła na Jasnej Górze tablicę "Śluby Jana Kazimierza". A malarz Edward Strzyżewski został tu na całe życie.

    Do najlepiej działających stowarzyszeń kulturalno-społecznych miasta należało Towarzystwo Miłośników Warszawy, a najbardziej poczytnym dziennikiem było "Życie Warszawy" z częstochowską mutacją.

    Szpital Warszawski

    Dla warszawiaków utworzono w Częstochowie dwa szpitale: polowy - w barakach przy ul. Chłopickiego i Warszawski przy ul. Kordeckiego. Ten drugi działał do lat 80. Swą nazwę zawdzięczał nie tylko pacjentom powstańcom, ale i znakomitym lekarzom ze stolicy: Janowi Mazurkiewiczowi "Radosławowi", Jerzemu Hagmajerowi "Kiejstutowi" czy Henrykowi Bukowieckiemu. A po wyzwoleniu w Częstochowie znalazła też siedzibę słynna powstańcza lecznica - Szpital Maltański. Leczono w nim rannych uczestników sławnych akcji AK. Od marca 1945 roku stał się szpitalem PCK. Kierował nim dr Jerzy Dreyza, który mimo likwidacji lecznicy w 1949 roku został w Częstochowie. Potem organizował z harcerzami opiekę medyczną dla pielgrzymów. W Częstochowie zamieszkał też dr Witold Kotliński, komendant Szpitala Powstańczego na ul. Wspólnej w Warszawie.

    - Był neurologiem i zainicjował rozwój tej dziedziny medycznej w Częstochowie - przed laty wspominał nieżyjący już dziś dr Tadeusz Konieczny, wieloletni ordynator neurologii w szpitalu przy ul. Mickiewicza w Częstochowie. - Był żarliwym patriotą, wzorem uczciwości ludzkiej i sumienności lekarskiej, człowiekiem niezwykle pracowitym, dla którego dobro człowieka było celem najwyższym.

    Częstochowsko-warszawska rodzina

    W Częstochowie od jesieni 1944 roku do stycznia 1945 roku funkcjonowała Komenda Główna Armii Krajowej. Tutaj bowiem zgromadziła się większość uchodźców z powstania. Wierzyli w opiekę Matki Boskiej Królowej Polski nad ludźmi służącymi Ojczyźnie. Paulini ofiarnie pomagali żołnierzom AK. Ważne były też osobiste związki częstochowian z warszawiakami.

    - Szefem Kedywu Armii Krajowej w Warszawie był płk Józef Rybicki, brat burmistrza Częstochowy - mówi Sławomir Maćlikowski. - To on apelował, by częstochowianie nie zostawiali warszawiaków samych.

    W AK działała też żona burmistrza i jego syn Zdzisław, który zginął w Warszawie. W ich mieszkaniu zamieszkali m.in. Józef Rybicki i Jan Mazurkiewicz "Radosław", ciężko ranny Stanisław Sosabowski, syn dowódcy brygady spadochronowej, dyrektor Banku Gospodarstwa Krajowego Klemens Remer z rodziną.

    - I tak zmieniło się nasze życie, a dom praktycznie przestał istnieć jako miejsce wypoczynku - wspominał burmistrz Rybicki. - Piętnaście do dwudziestu osób siadało do obiadu lub kolacji, prowadzić taki dom, gościć tyle osób, to był dla żony poważny wysiłek.

    Ostatnia stolica podziemia

    Z Częstochowy po powstaniu dowodził Armią Krajową generał Leopold Okulicki "Niedźwiadek". Przebywali tu także szef sztabu AK płk Janusz Bokszczanin, szef BiP kpt. Kazimierz Moczarski, szef wydziału dywersji ppłk Jan Mazurkiewicz. Tu, w domu przy Warszawskim Rynku mieszkał komendant organizacji NIE gen. Emil August Fieldorf "Nil". W sumie w Częstochowie przebywało ponad 100 żołnierzy Komendy Głównej AK. Tu wydawany był Biuletyn Informacyjny BiP.

    - Dla gen. Okulickiego przygotowano kwaterę przy ul. Jutowej 9 na starym Zawodziu. Tam "Niedźwiadek" spotykał się z łącznikiem z Londynu. Dom ten stoi tam do tej pory - mówi Maćlikowski. - "Niedźwiadek" miał w Częstochowie kilkanaście mieszkań konspiracyjnych.

    W okolicach Częstochowy na polach pod wsią Bystrzanowice-Dwór w grudniu 1944 roku wylądowała brytyjska misja "Freston", dowodzona przez płk Hudsona. Okulicki spotkał się z Brytyjczykami 3 stycznia we wsi Mały Jacków. Przewodnikiem i tłumaczem misji brytyjskiej był Antoni.

    Częstochowa była ostatnią stolicą Polskiego Państwa Podziemnego. Tu 19 stycznia 1945 roku gen. Okulicki wydał rozkaz o rozwiązaniu Armii Krajowej, ostatni rozkaz do żołnierzy podziemia.

    Jak ocenia historyk IPN Sławomir Maćlikowski, przez Częstochowę przeszło około 20 tysięcy warszawiaków.




    Cytaty pochodzą książki "Pod znakiem lwa i kruka" Stanisława Rybickiego. Za pomoc w przygotowaniu artykułu dziękuję Jarosławowi Kapsie z częstochowskiego UM i Sławomirowi Maćlikowskiemu, historykowi z IPN-u.


    PS. Film o powstaniu


    Dziś w regionalnej TVP 3 zostanie wyemitowany film dokumentalny współtworzony przez katowicki IPN. Autorzy poświęcili go m. in. częstochowskiemu epizodowi Polskiego Państwa Podziemnego, po upadku powstania. Reżyserem jest Witold Zadrowski. "Powstanie Warszawskie" środa, godz. 18.30.


    Sonda

    Czy nasi chłopcy w Korei strzelą jakiegoś gola?

    • Strzelą, ale sami sobie (32%)
    • Nie strzelą żadnego gola (32%)
    • Mogą powalczyć o awans (21%)
    • Niejednego, jeszcze wyjdą z grupy (15%)