Wybierz region

Wybierz miasto

    Tomisław Tajner rozbił się autem na drzewie

    Autor: Wojciech Trzcionka

    2005-08-22, Aktualizacja: 2005-08-22 08:39 źródło: Dziennik Zachodni

    Syn Apoloniusza Tajnera miał być świadkiem na ślubie siostry i cieszyć się jej szczęściem, ale zamiast do kościoła, trafił do szpitala. W sobotę w samo południe Tomisław Tajner, syn byłego trenera kadry polskich ...

    Syn Apoloniusza Tajnera miał być świadkiem na ślubie siostry i cieszyć się jej szczęściem, ale zamiast do kościoła, trafił do szpitala.

    W sobotę w samo południe Tomisław Tajner, syn byłego trenera kadry polskich skoczków narciarskich, miał się stawić w kościele na ślubie siostry. Rano, razem z bratem pana młodego Sławomirem Idzikiem (oboje mieli być świadkami), musieli jeszcze trochę spraw pozałatwiać. Nic jednak nie załatwili. Przed godz. 8 rozbili się na drzewie niedaleko skoczni narciarskiej w Wiśle-Malince.
    Z informacji policji wynika, że Tajner, który prowadził audi A4, na zakręcie stracił panowanie nad samochodem, zjechał na pobocze i uderzył w drzewo. Samochód odbił się, a następnie walnął w jadące z naprzeciwka renaulta 19 i renaulta thalię. Skoczek i jego kolega trafili do Szpitala Śląskiego w Cieszynie. Trzeci poszkodowany z ranaulta 19 po opatrzeniu ran został zwolniony do domu.

    Kiepsko to wygląda, ale to tylko ogólne potłuczenia – tłumaczy Sławomir Idzik, który razem z Tajnereem leży w jednej sali na oddziale chirurgii urazowo-ortopedycznej. Ma rękę na temblaku i mocno poobdzieraną twarz. Tonio wygląda dużo lepiej, ale siada na łóżku z wielkim trudem. Musi łapać się uchwytów i podciągać. Ma pęknięty czwarty krąg piersiowy, ale całe szczęście nie doszło do jego przemieszczenia. Jak się dowiedzieliśmy, operacja raczej nie będzie konieczna, lecz skoczek spędzi w szpitalu trochę czasu. Rehabilitacja potrwa około pół roku. – Czuję się dobrze, ale jestem potłuczony i obolały – mówi∑ skoczek.
    Ślub odbył się zgodnie z planem o wyznaczonej godzinie, ale bez pechowych świadków. – Wiedzieliśmy, że ich życiu nic nie zagraża, więc postanowiliśmy, że ceremonia dojdzie do skutku – mówi ∑ Apoloniusz Tajner. – Od dłuższego czasu mamy nieciekawą sytuację w Polskim Związku Narciarskim, a teraz jeszcze to!

    Dlaczego doszło do wypadku? Aspirant sztabowy Ireneusz Korzonek, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Cieszynie: – Dokładna przyczyna nie została na razie ustalona.
    Tonio zdradza jednak, że rano było ślisko. Przyznaje też, że „nie jechał zbyt wolno”.
    – To był dzień świra! Same wypadki – dodaje doktor Jacek Żałnowski, ordynator cieszyńskiej urazówki.
    22-letni Tomisław Tajner nie miał dotąd żadnego poważnego wypadku drogowego. Jak już trafiały się jakieś twarde lądowania, to na skoczniach. – Ale w tym fachu to normalka, że czasami ląduje się na główce – lekko uśmiecha się wiślanin.
    Tego lata Tonio startował w Pucharze Kontynentalnym na igelicie. Miały być kolejne konkursy. Teraz będzie musiał o nich zapomnieć. – Przynajmniej do zimy. Tak myślę – liczy wiślanin.





    Do igrzysk się zagoi?

    Tomisław Tajner urodził się w 1983 roku. Jest kawalerem, synem Apoloniusza Tajnera, byłego trenera kadry polskich skoczków i zawodnikiem Wisły Ustronianki. Na skoczni trzykrotnie zdobył brązowy medal mistrzostw Polski seniorów, trzykrotnie triumfował w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży. W 2001 roku debiutował w kadrze. Zajął wtedy szóste miejsce w Pucharze Kontynentalnym. Wielokorotnie startował w Pucharze Świata jednak jak dotąd bez większych sukcesów. Skakał też na olimpiadzie w Salt Lake City, a teraz marzył o wyjeździe na igrzyska do Turynu. Czy do zimy zdąży się wyleczyć?

    Sonda

    Czy nasi chłopcy w Korei strzelą jakiegoś gola?

    • Strzelą, ale sami sobie (32%)
    • Nie strzelą żadnego gola (32%)
    • Mogą powalczyć o awans (21%)
    • Niejednego, jeszcze wyjdą z grupy (15%)