Wybierz region

Wybierz miasto

    Wszyscy ludzie barona

    Autor: Witold Pustułka

    2004-11-26, Aktualizacja: 2004-12-17 20:54 źródło: Dziennik Zachodni

    Po wyborach parlamentarnych w 2001 roku Andrzej Szarawarski był prawdziwym baronem lewicy województwa śląskiego. Decydował o rozdawaniu najważniejszych stanowisk w naszym regionie, choć sam nie otrzymał fotela, na który ...

    Po wyborach parlamentarnych w 2001 roku Andrzej Szarawarski był prawdziwym baronem lewicy województwa śląskiego. Decydował o rozdawaniu najważniejszych stanowisk w naszym regionie, choć sam nie otrzymał fotela, na który najbardziej liczył.


    Nadzieje i rozczarowania


    Szarawarski w latach 1997-2001 przewodniczył sejmowej Komisji Infrastruktury i był przekonany, że po zwycięskich dla lewicy wyborach we wrześniu 2001 roku otrzyma fotel ministra odpowiedzialnego za ten właśnie resort.
    Tymczasem Leszek Miller dał ten stołek wywodzącemu się z Poznania ówczesnemu liderowi Unii Pracy Markowi Polowi. Niektórzy do dzisiaj twierdzą, że stało się tak na żądanie Jana Kulczyka, który w tym czasie zaangażował się w sprawę budowania autostrad i chciał mieć w resorcie infrastruktury swojego człowieka – właśnie Pola, a nie Szarawarskiego. Wieść o tym, że nie zostanie ministrem odpowiedzialnym za budowę w Polsce dróg, dotarła do śląskiego barona SLD dotarła 19 września 2001 roku podczas obiadu, który w katowickiej restauracji „Kolumb” jadł w towarzystwie... Leszka Millera. Ci, którzy tam wówczas byli twierdzą, że o mało nie doszło do rękoczynów.

    Szarawarski musiał się zadowolić mniej atrakcyjnym fotelem wiceministra gospodarki. Dodatkowo upokarzał go to, że jego bezpośrednim przełożonym został poseł Jacek Piechota ze Szczecina, którego śląski baron uważał za młokosa i swojego wychowanka.

    Szarawarski miał jednak wolną rękę w doborze ludzi na najważniejsze stanowiska w administracji rządowej oraz w gospodarce województwa śląskiego. Na wojewodę, wbrew opinii wielu kolegów partyjnych, dzięki osobistemu uporowi, wyznaczył Lechosława Jarzębskiego – wyrzuconego z pracy przez Marka Kempskiego, byłego wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska. Z punktu widzenia interesów Szarawarskiego była to jednak fatalna nominacja, bo już kilka miesięcy później Jarzębski napisał na niego skargę do premiera. Od tej pory podają sobie wprawdzie ręce, ale na tym ich kontakty się kończą.


    Przykre pomyłki


    W 2002 roku Szarawarski (z wielkim bólem) musiał też zaakceptować kandydaturę Michała Czarskiego na stanowisko marszałka województwa. Szarawarski go nie znosił, ale nie miał wyjścia, bo Czarski w wojewódzkich wyborach samorządowych otrzymał ponad 20 tysięcy głosów. W tych samych wyborach Andrzej Szarawarski pomylił się jednak przy wyborze kandydatów na prezydentów miast – za jego wstawiennictwem kandydatami lewicy zostali m.in. Marian Tarabuła w Jaworznie, Antoni Marcinkiewicz w Będzinie, Marek Lipczyk w Dąbrowie Górniczej oraz Kazmierz Jakóbczyk w Czeladzi. Wszyscy z kretesem przegrali. Ale potem za wstawiennictwem ministra otrzymali stanowiska w gospodarce.


    „Chody” w gospodarce


    Bo większe pole do popisu Szarawarski miał właśnie w gospodarce. Szefem „Kopeksu” uczynił swojego dawnego kolegę z ZSMP Rafała Rosta. Na stanowiska szefa Polskich Hut Stali desygnował Jerzego Podsiadłę, a prezesem Koksowni „Przyjaźń” (z poręczenia barona) został Andrzej Kołacz. To Szarawarski stał też za nominacją Jarosława Klimy na stanowisko pierwszego szefa Kompanii Węglowej. To on także (albo ludzie powołujący się na niego, czasami zresztą bezzasadnie) zdecydował o nominacjach w śląskim sektorze energetycznym i paliwowym.





    Od ZSMP do SLD

    Andrzej Szarawarski ma 56 lat. Urodził się w Czeladzi. Jest absolwentem Politechniki Śląskiej. Karierę polityczną rozpoczynał w ZSMP, zasiadał we władzach wojewódzkich tej organizacji. Potem aktywnie działał w PRON-ie (w latach 80. był sekretarzem Rady Wojewódzkiej tej organizacji). W 1989 roku zaangażował się w Ruch 8 lipca, odnowicielski nurt na polskiej lewicy. Był jednym ze współzałożycieli SdRP i jej pierwszym przewodniczącym w woj. śląskim. Od 1991 (nieprzerwanie) jest posłem na Sejm lewicy z zagłębiowskiego okręgu wyborczego.


    Marek Wójcik, szef Międzakładowej Komisji NSZZ „Solidarność” Huty Częstochowa


    Szarawarskiego poznałem w poprzedniej kadencji Sejmu – obydwaj byliśmy posłami i wspólnie pracowaliśmy w jednej podkomisji, ds. prywatyzacji hutnictwa. Uważałem go wówczas za człowieka kompetentnego. Tę opinię podtrzymuję, bo przecież trudno nie dostrzec jego zasług w ratowaniu Huty Częstochowa. We wrześniu 2002 roku zawisł nad nami topór, a Szarawarski pomógł nam wyjść z kłopotów i uratował dla nas wiele miejsc pracy. Na temat jego zaangażowania w prywatyzację i roli, jaką w niej odgrywał, nie chcę się wypowiadać. Po prostu nie wiem o tym zbyt wiele.



    Lechosław Jarzębski, wojewoda śląski


    Po okresie bliskiej współpracy w latach 1999-2001 nasze stosunki uległy ochłodzeniu. Nie zgadzałem się z wieloma decyzjami Andrzeja. Zawiodłem się nie tylko na nim, ale także na kilku innych kolegach. Czas pokazał, że miałem rację.




    Rozmowa z posłem Andrzejem Szarawarskim

    Śpię spokojnie



    DZ:
    Czy upoważnił pan właściciela „Inwexu”, Macieja D., do prowadzenia w swoim imieniu rozmów na temat prywatyzacji PHS?
    Andrzej Szarawarski: Nikogo do tego nie upoważniałem – ani Macieja D., ani kogokolwiek innego.

    DZ: A kim jest dla pana D.? Przyjacielem, znajomym?
    Andrzej Szarawarski: Dalszym znajomym. Poznałem go podczas misji gospodarczej w Indonezji, chyba w 1995 roku. Nigdy nie był jednak moim przyjacielem czy partnerem w kontaktach biznesowych.

    DZ: To dlaczego w rozmowach z Amerykanami z US Steel powoływał się na pana?
    Andrzej Szarawarski: Trzeba jego o to zapytać. Ja nie mam z tym nic wspólnego, zresztą wszystko można zweryfikować. Inną koncepcję prywatyzacji miałem wówczas ja, na co są dokumenty, a zupełnie co innego przedstawiał Amerykanom D. Jak więc mógł działać z mojego polecenia? Poza tym podczas rozmów D. ze stroną amerykańską nie było jeszcze otwartej ścieżki do prywatyzacji PHS.

    DZ: Czy wiedział pan o rozmowach D. i przedstawicieli US Steel?
    Andrzej Szarawarski: Nie.

    DZ: Co będzie, gdy służby specjalne ujawnią nagrania pańskich rozmów telefonicznych z D.?
    Andrzej Szarawarski: Nic, bo nawet jak rozmawiałem z D. przez telefon, to na pewno nie na temat moich rzekomych upoważnień dla niego, dotyczących prywatyzacji PHS. Takich rozmów w ogóle z nim nie prowadziłem.

    DZ: Ale jednak się spotykaliście.
    Andrzej Szarawarski: Incydentalnie.

    DZ: A wiedział pan o 30-milionowej łapówce, której D. zażądał od US Steel?
    Andrzej Szarawarski: Dowiedziałem się o tym z prasy, zresztą prokuratura w żaden sposób nie łączy mnie z tą – jak pan powiedział – łapówką, którą też przecież można nazwać hipotetyczną prowizją.

    DZ: Czy dobrowolnie zrzeknie się pan immunitetu?
    Andrzej Szarawarski: Oczywiście, bo jestem zainteresowany jak najszybszym zakończeniem tej sprawy.

    DZ: Pańskie nazwisko pojawia się też w słynnych nagraniach rozmów posła Andrzeja Pęczaka z lobbystą Markiem Dochnalem. Ten pierwszy kilka razy powoływał się na pana...
    Andrzej Szarawarski: I co z tego wynika? Przecież wszyscy wiedzą, że zajmowałem się hutnictwem. Robiłem to na tyle dobrze, że śląscy hutnicy chyba mają mi sporo do zawdzięczenia. Pewnie na znajomość ze mną powoływało się i powołuje bardzo wiele osób. Ja jednak śpię spokojnie. Nie zrobiłem niczego, czego konsekwencji mógłbym się obawiać.

    DZ: W Sejmie siedział pan obok Pęczaka. Byliście przyjaciółmi?
    Andrzej Szarawarski: Znaliśmy się kilkanaście lat, jeszcze od czasów SdRP. Byliśmy dobrymi znajomymi, ale nigdy się nie przyjaźniliśmy.

    DZ: A kiedy poznał pan Marka Dochnala?
    Andrzej Szarawarski: Osobiście wcale go nie znam. Choć nie wykluczam, że kiedyś spotkaliśmy się gdzieś na jakiejś konferencji hutniczej czy przy innej okazji. Jak patrzę teraz na jego zdjęcia, to jego twarz wydaje mi się obca.

    Sonda

    Czy nasi chłopcy w Korei strzelą jakiegoś gola?

    • Strzelą, ale sami sobie (32%)
    • Nie strzelą żadnego gola (32%)
    • Mogą powalczyć o awans (21%)
    • Niejednego, jeszcze wyjdą z grupy (15%)