"Johnny". Anna Dymna opowiedziała o śmierci swojego ojca. Poruszające słowa aktorki [TYLKO U NAS]

Krzysztof Połaski
Krzysztof Połaski
Anna Rezulak / materiały prasowe organizatorów 47. FPFF
Anna Dymna to jedna z najwybitniejszych polskich aktorek i postać, której absolutnie przedstawiać nie trzeba. Z legendą polskiego kina spotkaliśmy się przy okazji 47. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, gdzie punktem wyjścia do naszej rozmowy o... śmierci był film "Johnny".

PORUSZAJĄCE SŁOWA ANNY DYMNEJ

"Johnny" już za moment pojawi się w kinach. Na razie film konfrontowany jest z widzami 47. FPFF w Gdyni oraz z krytykami. Jednak już teraz można być pewnym, że produkcja będzie hitem w kinach i przyciągnie przed ekrany wielu widzów.

Jedną z gwiazd filmu "Johnny" jest Anna Dymna. Aktorka, która nie miała łatwego życia, od dawna próbuje zdemitologizować temat śmierci. Przy okazji prezentacji filmu "Johnny" mieliśmy okazję krótko porozmawiać z aktorką.

Anna Dymna, na pytanie, czy film "Johnny", ma szansę odczarować podejście do śmierci, podzieliła się z nami pewną refleksją:

Żyjemy w takiej kulturze, gdzie rzeczywiście są matki, które dziecka na cmentarz nie zaprowadzą, bo dziecko jest za wrażliwe. Ja kiedyś byłam w szpitalu na rehabilitacji po jakimś wypadku, i słyszałam z tych sal szpitalnych taki jęk niesamowity, więc pomyślałam sobie, że mam czas i będę do nich przychodzić. Tam leżeli m.in. niedoszli samobójcy oraz sparaliżowani, których na wózkach inwalidzkich wyprowadzałam na papieroska. I myśmy sobie tak gadali. Wtedy jeden z nich powiedział: "Jezus, będę musiał udawać, że śpię, bo idzie kapelan". I wtedy się zorientowałam o co chodzi, ale dopytałam, a ten do mnie: "Będzie mnie straszył diabłem i śmiercią, bo jestem grzesznikiem". Wtedy zrozumiałam, jak ludziom potrzebne jest wsparcie. Jak się odchodzi i przechodzi tę tajemnicę straszliwą, którą trzeba pokonać samemu, ale dobrze by było, gdyby ktoś tutaj trzymał nas za rękę i mówił "kocham cię".

ANNA DYMNA O ŚMIERCI SWOJEGO OJCA

Anna Dymna w rozmowie z Telemagazyn.pl nawiązała do śmierci swojego ojca:

Mój ojciec leżał w szpitalu, wtedy już na takiej sali, gdzie się umiera, i patrzył się na popękaną ścianę. Wtedy sobie pomyślałam: "Boże kochany, on ten obraz zabierze ze sobą w dalszą podróż". Dzisiaj natomiast znam hospicjum, gdzie okna są w suficie i jak ludzie leżą, to widzą niebo. I to jest zdumiewające; ja parę razy byłam przy śmierciach ludzi i to jest dziwny akt. On powinien być cichy i spokojny, a my się wtedy wydzieramy. Dlatego "Johnny" to strasznie ważny film, bo on może nam to oswoić. My nawet się nie chcemy nad tym zastanawiać; na przykład mój ojciec nie chodził na pogrzeby, bo twierdził, że się bał śmierci. Natomiast z ludźmi trzeba rozmawiać o śmierci; byłam w szpitalu, w którym są dzieci chore na raka i one chcą rozmawiać o chorobie. Dlatego trzeba się nauczyć o tym rozmawiać. Jesteśmy tak skonstruowani, że się odwracamy od nieszczęścia, a jednak ileż nam daje radości i spokoju, gdy się nie odwracamy i dotykamy tego. Nagle widzimy, jak my jesteśmy szczęśliwi - wyznała nam Anna Dymna.

Trudno nie wzruszyć się po tych poruszających słowach.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Materiał oryginalny: "Johnny". Anna Dymna opowiedziała o śmierci swojego ojca. Poruszające słowa aktorki [TYLKO U NAS] - Telemagazyn

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na wisla.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie