Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Polskie marki przebojem zdobywają świat

Piotr Brzózka
Świat przestaje kojarzyć Polskę jedynie z wódką "Wyborową". Uznanie w Europie, Azji i Ameryce zyskują nasze ubrania, buty, a nawet jachty i sportowe auta.

Świat przestaje kojarzyć Polskę jedynie z wódką "Wyborową". Uznanie w Europie, Azji i Ameryce zyskują nasze ubrania, buty, a nawet jachty i sportowe auta. Teraz w świat rusza pierwsza polska marka gastronomiczna: w listopadzie swój pierwszy lokal w Budapeszcie otworzy sieć restauracji Sphinx.

Pierwszy powstał w drugiej połowie lat 90. w Łodzi. Otworzył go łodzianin Tomasz Morawski. Niedrogie knajpki przyciągały klientów oryginalnym arabskim jedzeniem, atrakcyjnymi cenami i profesjonalną obsługą. Do dziś powstało ich już 100, a Sphinx bezapelacyjnie jest największą w Polsce siecią typu "casual dining" (w dosłownym tłumaczeniu: swobodne żywienie) z ponad 60-proc. udziałem w rynku.

W Polsce więcej już raczej nie zdobędzie, dlatego spółka zdecydowała się na ekspansję za granicą. Jako pierwsi specjałów Sphinks'a skosztują Węgrzy. Firma podpisała już wartą 2,3 mln euro dziesięcioletnią umowę najmu powierzchni w największym węgierskim centrum handlowym Arena Plaza Mall, w ścisłym centrum Budapesztu.

Sphinx zagra o dużą stawkę. Do końca 2011 r. firma chce zostać największym graczem w swoim segmencie rynku w całej Europie Środkowo-Wschodniej. W ciągu 4 lat powstać ma 41 restauracji na Węgrzech, w Niemczech, Rumunii, Czechach oraz na Słowacji. Na tamtejszych rynkach brakuje poważnej sieciowej konkurencji. Wszędzie jest pełno fast foodów, ale Sphinx lokuje się o półkę wyżej. Zamiast plastikowych tacek, klienci mają do dyspozycji obsługę kelnerów i ciepłą, kameralną atmosferę.

Odważny krok Sphinksa to kolejny dowód dojrzałości rynkowej polskich firm. Wiele z nich zakończyło budowanie marki w kraju. Niektóre zaczynają nawet promować się z prawdziwie europejskim rozmachem za granicą.

Najlepszym na to dowodem jest stylowa kampania reklamowa jesiennej kolekcji Reserved, przygotowana przez gdańską firmę odzieżową LPP. Nakręcone w Paryżu spoty telewizyjne pokazywane są w Czechach, na Słowacji, Węgrzech, Ukrainie, Litwie, w Łotwie oraz Estonii i Rosji.

Kampania ma ugruntować świetną pozycję, jaką w ciągu ostatnich pięciu lat LPP zdobyła w Europie Środkowo-Wschodniej. W Polsce firma ma już 190 salonów, za granicą - 90. Na każdym z rynków firma znajduje się w dziesiątce największych graczy, śmiało konkurując z takimi potentatami jak H&M, Zara i Cubus. Miesięczne przychody zagranicznych sklepów przekraczają 20 mln zł i stanowią blisko jedną czwartą całego przychodu spółki.

W tyle nie pozostaje też krakowski Artman, który ma 109 salonów odzieżowych z marką House w Polsce i aż 84 w innych krajach Europy (m.in. w Rosji, Rumunii, Niemczech, Austrii i we Włoszech). W najbliższych latach spółka chce powiększyć swoją zagraniczną sieć dwukrotnie.

- W Polsce rynek się nasycił - tłumaczy Monika Simpson z działu relacji inwestorskich Artman.

O ile Reserved czy House na europejskich salonach są już dobrze znane, o tyle łódzka spółka odzieżowa Monnari dopiero zaczyna walkę o zagranicznych klientów. Zadebiutowała w Europie na początku września, otwierając salon w prestiżowym domu handlowym Alexa w centrum Berlina. Inny kierunek zagranicznej ekspansji przyjął Próchnik. Łódzki producent płaszczy i garniturów wchodzi na rynek ukraiński. W listopadzie firma otworzy drugi salon w Kijowie, a w 2008 r. powstaną dwa następne. Inwestycja ma być opłacalna, mimo że miesięczne ceny wynajmu powierzchni handlowych w stoicy Ukrainy są czterokrotnie wyższe niż w Polsce (200 dolarów za mkw., 40 euro w łódzkiej Manufakturze).

Zagraniczne rynki zdobywają również krakowska Vistula&Wólczanka, Gino Rossi ze Słupska i Kan z Łodzi, ze swoją sztandarową marką Tatuum. Ale nie tylko producenci ubrań i butów zdobywają zagraniczne rynki.

Polska Grupa Farmaceutyczna z Łodzi będzie budować w Wielkiej Brytanii sieć aptek o swojsko brzmiącej nazwie Dbam o Zdrowie. Liczy na to, że zdobędzie klientów wśród pracujących tam Polaków.

Z kolei PKN Orlen zaczyna ostro promować swoją markę na Litwie. Jeszcze w tym roku na 27 stacjach benzynowych Ventus, które Orlen kupił wraz z litewską rafinerią Możejki, pojawi się orzeł - znak firmowy płockiego koncernu.

Wiele polskich firm zyskuje też uznanie zagranicznych klientów, mimo że nie inwestują one we własne sieci sprzedaży. W niemieckich i holenderskich sklepach kupić można Szynkę Babuni z Sokołowa, w brytyjskich hipermarketach Tesco - nasze piwo Żywiec. Makaronami Malma zajadają się Włosi, a soki Horteksu piją Rosjanie. Zaś ogórki i sałatki Braci Urbanek z Łowicza doskonale sprzedają się w Izraelu, USA, Rosji i Mongolii.

W tym ostatnim kraju nazwisko producenta jest tak samo dobrze rozpoznawalne jak najsławniejszych Polaków - Chopina i Kopernika.

- Dobrze nam idzie również w segmencie dóbr luksusowych - zauważa Rafał Parczewski, dyrektor generalny stowarzyszenia ProMarka, podając za przykład jachty ze stoczni Ostróda Yacht i sportowe samochody leopard, w Polsce niemal nieznane, za to cenione przez arabskich szejków.

Sztandarowym polskim produktem kupowanym przez możnych tego świata pozostaje wódka Belvedere, która dzięki udanej kampanii promocyjnej szturmem wdarła się na rynek amerykański. Smak tego trunku docenili takie gwiazdy jak Quentin Tarantino, George Clooney, David Beckham i Elton John.

W tym roku eksport polskich firm ma wzrosnąć z 87 do 100 mld euro w porównaniu z2006 r. Co najmniej 40 proc. wysyłanych za granicę towarów to produkty markowe.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Zwolnienia grupowe w Polsce. Ekspert uspokaja

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Wróć na wisla.naszemiasto.pl Nasze Miasto